22 stycznia 2013

O Eurojamie 2003 w Żelazku

            Chcemy Eurojamu w Polsce (1997)

W listopadzie 1997, było to podczas mojego dwuletniego pobytu we Francji, pojechałem autem z Maurice Ollier z Paryża na Radę Federalną do Niemiec, gdzieś w Nadrenii, do naszych protestanckich Skautów Europy. Był tam Tomek Szydło z żoną Bożeną oraz ks. Bogusław Migut, wówczas już duszpasterz krajowy. Jakoś w trakcie obiadu z Tomkiem doszliśmy do wniosku, że jak po południu będzie rozpatrywana widniejąca w porządku obrad sprawa kolejnego Eurojamu, to się zgłaszamy. Nie ma mowy, następny musi być w Polsce, bo czekać do jeszcze kolejnego to za późno, teraz jest nasz „Polish moment”. Mecenas i Polska nam tego nie wybaczy. Byliśmy jak najbardziej jednomyślni i w ogóle bez żadnych wątpliwości. Pamiętam, że miałem wypieki na twarzy, chodziłem za Czarnym, jak czasem nazywaliśmy Tomka, wyrzucałem z siebie kolejne argumenty i umacniałem wspólną determinację.

Po wznowieniu obrad Pierrette zapytała „kto chce zorganizować kolejny Eurojam w 2001 lub 2002 roku”. Nastała spodziewana cisza. Włosi organizowali w 1994, Francuzi w 1984. Wtedy wstał Tomek, w swoim stylu, spokojnie, chciałoby się rzec flegmatycznie powiedział, że Polska chce. Nastała jeszcze głębsza cisza. Powiedziałbym nawet konsternacja. Dyskretna i ukrywana, ale jednak wyczuwalna. He, he. Ledwo dwa lata temu ich przyjęliśmy do FSE. Nikt nas nie potraktował poważnie, ale ponieważ nikt inny się nie zgłaszał, przez delikatność wobec nas, sprawę wyciszono i przeszliśmy do kolejnego punktu obrad. W przerwie Belgowie klepali nas po plecach i gratulowali odwagi, ale tak naprawdę, to dopiero w drodze powrotnej z Maurice do Paryża dostaliśmy prawdziwą burę. „To nieodpowiedzialne! To by was zabiło! Ledwo nam się udało tak ładnie ruszyć w Polsce, już to chcecie zniszczyć! Nie wiecie, co to znaczy zorganizować Eurojam!”. Nie wiedziałem gdzie się schować, zapadałem się w fotelu i nie śmiałem polemizować. Sprawę uznano za zamkniętą. My chyba też jakoś zapomnieliśmy o naszych nieodpowiedzialnych ambicjach. No, raczej przyczailiśmy się, czekając na lepszą koniunkturę. W czerwcu 1998 wróciłem z Francji, od połowy października zacząłem moją pierwszą pracę w Polsce, znów podjąłem obowiązki naczelnika harcerzy.

 

Telefon od Pierrette 14 września 2000

Nadszedł pamiętny 14 września 2000. Siedziałem w pracy, w NBP, i coś dłubałem, gdy zadzwonił telefon. Pierrette Givelet, komisarz federalny FSE. „Mam krótkie pytanie. Czy nadal chcecie zorganizować następny Eurojam?”. Byłem tak oszołomiony i szczęśliwy, że niewiele się zastanawiając wykrzyknąłem: „Taaaaaaaaaaaaaaak!”. „Cieszę się, musi być niedaleko Częstochowy w 2002 r.”. Rada Federalna w Brugii w listopadzie 2000 przesunęła ostatecznie datę na 2003 r. Tego samego 14 września opowiedziałem o tym mojemu znajomemu Brunowi, Francuzowi, który był Skautem Europy w Wersalu. „A to wiem, gdzie go możecie zrobić”, odrzekł Bruno. „Byłem tam na rowerach po Jurze z chłopakami w sierpniu”. Wziął mapę Jury i pokazał: „O to tu, tu jest tylko jedna droga. Super fajna dziura. Żelazko się nazywa”.

Ale myśmy mieli w głowie Olsztyn k. Częstochowy ze względu na wspomnienie zlotu w 1991. Pojechałem tam z ks. Stanisławem, porozmawialiśmy z burmistrzem, dał zielone światło. Zaraz też w październiku zadzwonił Tomek Pałka, mówiąc, żebym się zgłosił do Rafała Grudnia. Rafał od kilku lat nie był już w czynnej akcji, więc na początku o nim nie myślałem. Zadzwoniłem i zaproponowałem mu szefowanie logistyce. Zgodził się. W połowie grudnia, sprowadziliśmy Claudio Favaretto z Włoch, szefa Eurojamu w Viterbo w 1994 i z Rafałem i Hubertem pojechaliśmy do Olsztyna. Po całym dniu chodzenia po okolicy usłyszeliśmy: „To się nie nadaje na Eurojam. Nie może być albo pole albo las. Musi być las-polanka, las-polanka”. Potem przez trzy lata powtarzaliśmy to „las-polanka”. Po powrocie kupiliśmy mapy 25-tki okolic Ogrodzieńca i z 30 grudnia z Hubertem pojechałem do Żelazka. Obchodziliśmy teren we mgle, widoczność była na 20 metrów. Samochód znaleźliśmy dzięki temu, że Hubert miał GPS. Rozdzieliliśmy się, każdy, żeby zobaczyć jak najwięcej. Spotykamy się po obchodzie, obaj niezależnie rozemocjonowani: „To jest to miejsce!”. W czerwcu 2001 Claudio zobaczył Żelazko i potwierdził nasz wybór.

Bardzo chcieliśmy tego Eurojamu, ale zdawaliśmy sobie sprawę, że jesteśmy niekompetentni, że nie mamy zielonego pojęcia, jak to wszystko ogarnąć. Przez pierwszy rok ustalaliśmy miejsce, wstępne rozmowy z władzami, zgoda z Parku Krajobrazowego na piśmie, jedno spotkanie we Frankfurcie na wiosnę 2001 w gronie europejskim, omówienie podstawowych założeń. Dopiero od jesieni 2001 ruszyło nieco bardziej. O ile dość szybko wykrystalizowała się ekipa pedagogiczna, nadająca ton pomysłom programowym z Bartkiem Mleczko, Paolo Braminim z Włoch i Charles-Erickiem Clesse z Belgii, o tyle logistyka i całość organizacji kulały. Brakowało nam doświadczenia. Pewnie do Eurojamu by nie doszło, gdyby w styczniu 2002 nie wkroczył, po 4-5 latach przerwy w skautingu, wielki Jacques Mougenot, na prośbę Pierrette. Pojawił się wtedy na takim spotkaniu w wąskim gronie w Rzymie i od tej pory mniej więcej co 3 miesiące przyjeżdżał z Jeanne Taillefer rozliczać nas i popychać. Wszystko uporządkował, zrobił bazę danych w Akcesie z ponad 250 tematami, pozycjami, które w zależności od ważności przerabialiśmy na naszych co kwartalnych spotkaniach, które odbywaliśmy w Polsce. Ja tylko tłumaczyłem. Potem Rafał Grudzień brał wszystko na bary, jechał do gminy, sanepidu, nadleśnictwa, właścicieli terenów, fabryk, dostawców i organizował wszystko na miejscu.

Szybko się okazało, że przez sam środek naszego terenu, dokładnie przez środek placu apelowego przebiega granica między województwami: śląskim i małopolskim. A zatem z jednej strony gmina Ogrodzieniec, powiat zawierciański, z drugiej gmina Klucze, powiat olkuski. Zamiast jednak komplikować sprawę, współpraca z podwójnym zestawem władz wszelakich okazała się prawdziwą przyjemnością.

 

Przygotowania do Eurojamu

Od września 2000, w dużej mierze, moje życie toczyło się w perspektywie nadchodzącego Eurojamu 2003 w Żelazku. Było to dla nas wszystkich tak galaktyczne, że właściwie żyliśmy tym non stop przez trzy lata. Co pół roku było jakieś duże spotkanie w gronie europejskim, a co trzy miesiące mniej więcej, szczególnie jak w styczniu 2002 wkroczył do akcji Jacques, były spotkania z nim i z Jeanne. Do tego dochodziły spotkania w naszym polskim gronie. Z mojej perspektywy nieoceniony był Rafał w kwestii logistyki i Bartek w sprawach pedagogicznych. Świadomość, że oni obaj panują nad swoim obszarem działania była fundamentalna. Rafał dogadał się ze 150 właścicielami terenów eurojamowych, co więcej na wiosnę 2003 wyczyścili las z krzewów i badziewia, tak, by można się było wygodnie rozbić. Gdy 9 lat później, w lipcu 2012 w Metz będziemy to opowiadać ekipie francuskiej w kontekście przygotowań do Eurojamu 2014, nawet nie drgnęli z wrażenia, jakby chcieli powiedzieć: „Dobra dobra, nie mówmy o rzeczach niemożliwych”. To był wyczyn. Codziennym oparciem był Hubert, minister finansów Eurojamu, z którym dzieliłem pokój w pracy. Mogliśmy więc wiele rzeczy na bieżąco komentować. W decydującym momencie wkroczyli Tomki: Pałka i Szydło. Ten pierwszy w arcyważnej sprawie koordynacji zaopatrzenia, a ten drugi w uspokajaniu władz samorządowych. Był już wtedy zastępcą burmistrza Świdnika i fakt ten działał wybitnie uwiarygodniająco. Ze strony dziewczyn można było zawsze liczyć na Asię Przypolską, że je zorganizuje jak należy. Magda Cygielska, obecnie Karaś, była bardzo aktywna w kwestiach logistycznych. Wielkim oparciem był też oczywiście ks. Stanisław Gregorczyk.

Jakbyśmy się nie starali i tak brakowało nam profesjonalizmu i kompetencji. Co prawda Rafał i Bartek robili super swój job, ale inne kwestie zdarzało się, że kulały. W szczególności sprawa ogarnięcia zaopatrzenia, napisania jadłospisów, etc. W końcu ja napisałem jadłospis polski, chodząc po supermarketach, ale woziliśmy się z tym i z innymi rzeczami na tyle, że w październiku 2002 Jacques i Jeanne odbyli wizytę ostatniej szansy. Po całym weekendzie obrad i ogarniania, odwiozłem ich na lotnisko, Jeanne zostawiła mnie sama z Jacques. „Pierrette dała mi mandat do zatrzymania całego projektu, chyba, że się przekonam w ten weekend, że jest ok. Ufam Wam, nie wycofujemy się”, usłyszałem. To była niesamowita chwila. Wszystko wisiało na włosku.

 

Żelazko-sierpień 2003

Trzy tygodnie, które spędziłem w Żelazku przed, w trakcie i po Eurojamie, wspominam jako najszczęśliwsze chwile w życiu. Dzięki Rafałowi logistyka była tak dobrze przygotowana, że w zasadzie ja miałem bardzo mało do roboty. Rafał zbudował 6 km wodociągu, 3 km dróg, ustawił ponad 60 namiotów, do których dostarczył żywność niepsującą, postawił ponad 1100 kuchni metalowych z zamkniętym ogniem dla każdego zastępu, kabiny toaletowe. I to wszystko tak, by nie burzyło piękna krajobrazu skałkowego Jury. Widok był niesamowity. Chodziliśmy jak zaczarowani. Potem ściągnęło te 9 tys. młodych i rozpłynęło się w tych lasach. Jak się stało na górce, gdzie był Kraal, czyli w środku całego zamętu, było cicho i spokojnie. System zastępowy działał bez zarzutu. Wieczorami chodziłem po obozie przysłuchując się śpiewom przy ogniskach. Nie raz musiałem usiąść i schowawszy głowę w dłoniach, popłakać sobie ze szczęścia. Na ceremonii otwarcia stałem obok Rafała. Potem opowiadał, że jak wchodziły flagi to spojrzał na mnie i zauważył, że mam szkliste oczy, już miał mnie szturchnąć, żebym się ogarnął, gdy jemu samemu zaczęły kapać łzy. Zdecydowanie brakuje mi zdolności literackich, żeby opisać całe szczęście ówczesne. Harcerki i harcerze spontanicznie dziękujący, że zorganizowaliśmy dla nich coś tak wspaniałego. Nieprawdopodobna robota Pawła Lochyńskiego i ś.p. Grześka Łużnego przy The Daily Żelazko. Rewelacyjny Krzysiek Noworyta kręcący film z gościem z firmy, którą wynajęliśmy. Tomek Pałka trzymający za twarz Sodexo. Marcin Kruk panujący nad służbami wędrowników. Robert Fedorowicz zapewniający bezpieczeństwo terenu. Basia Lorek czuwająca w szpitalu polowym. Włoska kantyna z piecem zorganizowana w jednym z wioskowych podwórek. Jaką dobrą pizzę robili! Prymas Glemp, który wręczył mi list od Jana Pawła II: „Drogie Przewodniczki i Skauci Europy! Jesteście cennym darem nie tylko dla Kościoła, ale także dla nowej Europy(…)”. Znów popłynęły łzy. Pielgrzymka do Częstochowy, gdy o 3 rano pojechaliśmy z Hubertem do Podzamcza kierować nadjeżdżające w poświacie poranka setki autobusów wszystkich okolicznych PKS-ów. Co to był za widok!

Eurojam naznaczył całe pokolenie, myślę że na całe życie. Stanowi niesamowity punkt odniesienia dobrego stylu harcerskiego, dobrej organizacji, realizacji takich projektów jak gazeta, czy film. Często tak wielkie wydarzenia potrafią być dość traumatyczne dla organizatorów. Nic takiego nie miało miejsca w Żelazku w sierpniu 2003 r. Do tej pory Eurojam jest wielkim mitem, do którego się odwołuje cały ruch. Oprócz listu Jana Pawła II rangę Eurojamu podniosła wiadomość o uznaniu FSE przez Stolicę Świętą.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz