09 lipca 2013

O różnych charakterach chłopaków w zastępie


W sierpniu 2010 r. Marcin Kuczaj zorganizował obóz szkoleniowy Adalbertus na Ukrainie razem z Nazarem Yeremenko, naczelnikiem ukraińskich Skautów Europy. Obóz odbywał się niedaleko miejscowości Skole, więc w tle była cała chwalebna historia polskiego harcerstwa przedwojennego. Chodzi oczywiście o I wojnę światową. Byłem na tym obozie. Szło się pięć kilometrów w górę ze wsi. Jedyny samochód, który tam dojeżdżał to był jakiś 30-letni sowiecki gazik męża pani Oksany, prowadzącej sklep we wsi na dole. Wjechałem raz z nim tym autem po tych wszystkich strasznych wertepach i muszę powiedzieć, że to było niezapomniane przeżycie.

Miejsce było urocze, obok była górska rwąca rzeka, kilkaset metrów w górę od obozu na rzeczce utworzyło się naturalne spiętrzenie, kilka osób równocześnie mogło pływać. Miłe wspomnienia. Błażej Marzoch i Franek Podlacha prowadzili wówczas codziennie kurs ekspresji, patent kupiony w Szwajcarii u Davida Sancheza, z sesją szkoleniową i podsumowaniem ogniska wieczornego. Chłopaki prześcigali się w pomysłach na ekspresję, tak, że nie mogliśmy się wprost doczekać tego, czym nas zaskoczą wieczorem.

Ukraińcy nie jedzą dżemu na śniadanie, więc przez pierwsze dwa dni go po prostu nie było. Fakt ten wzbudził ogólne oburzenie wśród Polaków. Bogdan ze Lwowa odpowiedzialny za zaopatrzenie twierdził, że dżemu zwyczajnie nie można kupić w sklepie. Nikt nie wierzył. Udałem się więc zaraz drugiego dnia osobiście z Bogdanem do wsi na zakupy, sprawdzić przy okazji ten dżem. Istotnie. W sklepie dżemu nie było. Tragedia. Idziemy do sklepu pani Oksany. Też nie ma. Skarżę się na ten fakt bardzo. Pani Oksana znika i po chwili przynosi wielki słoik dżemu własnej roboty. Nie pamiętam, czy był z jerzyn, czy z malin, czy z czegoś jeszcze innego. Całuję po rękach, a na apelu następnego dnia triumfalnie ogłaszamy: "Jest dżem!" Nie da się opisać entuzjazmu Polaków. Wtedy dopiero przypominamy sobie, że rok wcześniej, na Adalbertusie w Błotnicy, Ukraińcy cierpieli, bo na śniadanie nie było.... zupy. I pomyśleć, że 20 lat temu, na pierwszych wędrówkach z Francuzami lub w Vezelay, my Polacy, skarżyliśmy się, że na śniadanie jest tylko.... dżem.

Najciekawsze jednak były konferencje Nazara, trochę po polsku, trochę po ukraińsku, ale rozumieliśmy doskonale. Zetknęliśmy się z przemyślaną pedagogiką Skautów Europy w wydaniu ukraińskim i to było zachwycające. Zanotowałem sobie dwie takie konferencje Nazara. O charakterach chłopaków w zastępie i o błędach, jakich powinien unikać zastępowy. Tu na razie o tym pierwszym temacie. Nazar zaprezentował żywo i plastycznie różne typy charakterów, czy usposobień. Wydało mi się to o wiele bardziej atrakcyjne i praktyczne niż te podziały na pasjonatów, choleryków, melancholików i sangwiników. Co prawda Franek Podlacha ma w zanadrzu taki speech na podstawie tego podziału, trochę bardziej rozbudowanego, dość ciekawy i wartościowy rzecz jasna, ale to co zaprezentował Nazar było tak oryginale i świeże, że godne jest uwiecznienia co najmniej tym wpisem na blogu. Z góry przepraszam autora, jeśli coś źle zrozumiałem lub przekręciłem.

Jak wiadomo, przydatność tego typu charakterystyk polega na właściwym zrozumieniu głównej cechy chłopaka, na szybkim zorientowaniu się z kim mamy do czynienia. To nam ułatwi praktyczne zastosowanie podstawowej zasady wychowania wg. Baden-Powella, że opieramy się na 5% dobra, które tkwi w każdym, czyli że staramy się dobrze ukierunkować to, co już w każdym tkwi. Nie walczymy z tym. W kilku przypadkach poniżej są to też dominujące cechy złe, które musimy szybko zidentyfikować i prawdopodobnie zaatakować je od frontu np. górnika i kilera. Tu nie ma rozbudowanych zasad jak postępować w każdym przypadku, Nazar na pewno to jakoś rozwijał bardziej, ale myślę, że i tak się przyda, a nawet otworzy drogi do bardziej kreatywnych metodologii. Pamiętajmy też, że to dotyczy chłopaków w wieku 12-16 lat.

Klasyfikacja charakterów chłopaków wg. Nazara Yeremenko

Einstein – wiadomo, to jest naukowiec, wszystko analizuje i rozkłada na czynniki pierwsze

Dziecko – taki trochę maminsynek

Lider – to właśnie jego szukamy na zastępowego

Granit – to taki twardziel po prostu

Górnik – non stop podkopuje autorytet zastępowego za jego plecami

Śmieszek – ciągle chce robić ze wszystkiego żarty

Interes – interesuje go tylko jedna jedyna rzecz

Milczek – po prostu się nie odzywa (wektor tej cechy może być skierowany pozytywnie lub negatywnie)

Karaoke – dużo mówi, mało robi

Kleryk – lubi wszystkie sprawy religijne

Chwast – to taki ktoś, co sieje chwast po prostu

Lizus – wiadomo o kogo chodzi

Leniwiec – nic mu się nie chce

Aktywista – wchodzi od razu we wszystko

Kiler – jego jedynym pragnieniem jest „załatwienie” drużynowego

Szef – urodzony przywódca, stworzony do ciągnięcia innych za sobą, talent zakopywany przez rodziców nauką, szkołą muzyczną, spotkaniami u cioci Kloci

1 komentarz :