08 października 2013

Szwedzi w Warszawie Polacy w Sztokholmie


To było tak. Jak zostałem komisarzem 6 września 2009 r. to parę dni później, Jeanne Taillefer, sekretarz federalna, przysłała mi maila, odesłanego chyba z Niemiec albo z Francji, od niejakiego Bjoerna Larssona, studenta, katolika ze Sztokholmu. Wyrażał on ogólnie zainteresowanie sprawą. Ja do niego oczywiście zaraz napisałem. Skontaktowaliśmy się również na facebooku. Po kilku mailach Bjoern wyraził jednak obawę, czy będzie zainteresowany. Niestety, nie byłem chyba jakoś przekonywujący, a raczej zniechęcający, pomyślałem. No nic spoko, napisałem do Bjoerna, że na facebooku możemy być przyjaciółmi, w końcu co za problem. Nie musi wcale tego skautingu w Szwecji robić, jak nie chce. Jest wolność, czy nie? Ale jak już mam go na fejsie, to myślę sobie, może go skontaktuję, wysyłając zaproszenia, z ludźmi z Polski w takim samym wieku jak on. Tak zrobiłem. Po jakimś czasie patrzę po aktywności Bjoerna, a on wertuje wszystkie nasze zdjęcia, lajkuje i często komentuje. Oho, myślę sobie, niezły znak. Znów upływa jakiś czas, a tu Paweł Czuba mi pisze, że mnóstwo maili, czy tam czatów fejsbukowych wymienili i że w ogóle ten Bjoern to jest mega gość i że Paweł go zachęcił i że coś z tego będzie. Pamiętam, że wyleciałem w przestrzeń kosmiczną z radości czytając to wszystko, co Paweł opowiadał. Zupełnie nie z tej ziemi. No i tak sobie zaczęliśmy z Bjoernem korespondować. Założył na fejsie stronę Europaspejarna, co musi być szwedzkim odpowiednikiem "Skautów Europy", przynajmniej jest takie podejrzenie. Zaczął rozmawiać z ludźmi, z księżmi, z biskupem. Ogólnie zaczął drążyć. Ja deklarowałem chęć przyjazdu do Sztokholmu, bo przecież nie ma to jak twarzą w twarz, ale a to koniec studiów, a to początek pracy, a to przeprowadzka, a to inne różne rzeczy. Wiadomo. Życie. Była wiosna 2010.

Dopiero dwa lata później, w kwietniu 2012, spotkałem Bjoerna osobiście. Przyleciał na Harce Majowe w Czersku na przełomie kwietnia i maja. Tam zajął się nim Paweł Czuba i inni szefowie w Kraalu. Rozmawiał, chodził, patrzył, poznawał. Zwiedziliśmy Warszawę. Potem pamiętam znów jakąś wymianę mailową obfitą, pewnie tak na jesieni 2012. Bjoern skontaktował dużą ilość nowych ludzi, księży, kandydatów na szefów i szefowe. Powysyłał mi zaproszenia na fejsie. Do wielu z nich pisałem opowiadając o tym, co robimy. Do kilku osób nawet po polsku, bo w tej Szwecji to katolicy to głównie Polacy, choć nie wszyscy. Znów płynął czas aż tu Bjoern pojechał w maju 2013 na wędrówkę z naszymi na Białoruś, założył mundur, on i jego kolega Sven i ogłosili oficjalnie powstanie FSE w Szwecji, odbywając na tę okazję wędrówkę w stylu wędrowniczym ma się rozumieć w lipcu w rejonie Sörmlandsleden. W sierpniu pojechali na wędrówkę szkoleniową Stella Maris w Pireneje organizowaną przez Francuzów. Nie mogłem uwierzyć, że to naprawdę rusza. Po 4 latach!

W końcu też sam doczekałem się zaproszenia do Szwecji i w weekend 11-13 października 2013 pojechaliśmy z Pawłem Czubą z Modlina Ryanairem za 65 zł w tę i z powrotem na łebka (oczywiście tylko bagaż podręczny 10 kg) do Sztokholmu. Spotkaliśmy się z biskupem Sztokholmu. Jest to jedyny biskup w Szwecji, bo cały kraj to jedna diecezja, licząca ok. 100 tys katolików. Ks. biskup udzielił nam swojego błogosławieństwa. Po spotkaniu ruszylismy na wędrówkę po parku krajobrazowym 50 km na południe od Sztokholmu, w okolice miejscowości Jarna i Gnesta. Lasy, lasy, lasy, lasy. Jeziora, jeziora, jeziora, jeziora. Dowiedzieliśmy sie ważnej rzeczy. Że Szwecja to tak naprawdę kraj skautowy, bo tam można legalnie wszędzie rozbić namiot i rozpalić ognisko. Więc do wyboru do koloru. Rozbijaliśmy się więc w najlepszych miejscach nad jeziorkiem. Piękne popołudnia ze słońcem długo chylącym się ku zachodowi i oświetlającym tę piękną, kolorową, jesienną, przyrodę w sposób absolutnie magiczny. A rano, delikatna mgiełka nad jeziorem i słońce powoli wychylające się znad drzew. Woda krystalicznie czysta, bo najczęściej podłoże jest skaliste. Trochę to przypominało Kanadę i śpiewaliśmy w drodze Pieśń skautów kanadyjskich.

Wieczorem w sobotę dotarł do nas ks. Franz, odpowiedzialny za pracę z młodzieżą w diecezji (czyli w całej Szwecji). Bjoern wydrukował teksty piosenek po szwedzku i śpiewaliśmy jedna po drugiej, wymawiając szwedzki jak tylko umieliśmy najlepiej. Bjoern miał z nas pewnie niezły ubaw. Rozmawialiśmy do późna opowiadając ks. Franzowi o FSE. A rano w niedzielę ks. Franz odprawił dla nas Mszę Św. Jezioro, wstające słońce, głusza. I Pan Jezus w Eucharystii. Wydrukowałem całą Missa de angelis. Ksiądz znał, więc prześpiewaliśmy wszystko: Kyrie, Gloria, Credo, Sanctus i Agnus Dei. Trudno opisać radość i szczęście.

Niesamowity kraj ta Szwecja.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz