20 listopada 2013

Tak naprawdę wszystko zaczęło się od Rzeszowa

Rzeszów zaczął mi chodzić po głowie od listopada 2009, gdy jechałem na Słowację. To był mój pierwszy raz w Rzeszowie w ogóle. Właściwie to i tak przejazdem. Potem drugi raz w drodze do Rumunii w lutym 2010 z Adamem Lisieckim. Zatrzymaliśmy się wówczas coś zjeść, weszliśmy do galerii handlowej, znaleźliśmy restaurację, pełną młodych ludzi. Ktoś powie, że się naoglądałem filmów amerykańskich, ale wchodząc do tej restauracji z Adamem w mundurach poczułem nagle takie zwolnione tempo, oczy zwrócone na nas, niektórzy się nawet specjalnie na krzesłach obrócili i taki szacunek i respekt, jakby co najmniej Clint Eastwood wchodził do salonu na Dzikim Zachodzie. Zjadamy ten obiad, bo się spieszymy, musimy jakoś w porę dojechać do Koszyc, gdzie się zatrzymamy u ks. Milana Lacha, teraz już biskupa. Wstajemy, przechodzimy obok jakiegoś stolika z młodzieżą gimnazjalną i słyszymy serdeczne: "Czuwaj!" wypowiedziane przez jakąś dziewczynę. Odpowiadamy grzecznie, coś tam zagadujemy. I ja wtedy sobie pomyślałem, że ten Rzeszów to musi być jakiś hit po prostu.


Przypomniałem sobie, że mam w Warszawie kolegę, Marcina, studenta SGH, który kończył liceum sióstr Prezentek w Rzeszowie, najlepsze liceum na Podkarpaciu. Marcin zgodził się porozmawiać z dyrektorką liceum, czy nie moglibyśmy zrobić tam prezentacji o skautingu. Dyrekcja się zgodziła. Pojechaliśmy tam z Michałem Pałamarzem na początku marca 2010 r. Najpierw spotkaliśmy się z siostrą dyrektor, która okazało się, że zna Jeanne Taillefer i Jacquesa Mougenot z pielgrzymek do Częstochowy pod koniec lat 80-tych i na początku 90-tych. Mieliśmy mieć spotkanie w dwóch grupach, dwa razy po 150 osób mniej więcej. Michał wpadł na pomysł, że rozdamy wszystkim białe kartki, na których licealiści będą mogli na bieżąco oceniać i komentować to co mówimy na zasadzie plusów i minusów oraz, że będą tam mogli zostawić kontakt do siebie, gdyby byli zainteresowani. Ten pomysł był rewelacyjny.





To były dwa niesamowite spotkania. Po raz pierwszy chyba miałem okazję opowiadać o skautingu tak dużej grupie osób. Puszczaliśmy pokazy zdjęć, filmiki, prezentację, staraliśmy się, żeby to było maksymalnie żywe, lekkie, świeże i porywające. Ludzie zadawali pytania. Dostaliśmy na koniec duże brawa i to było dla mnie wielkim zaskoczeniem. Otworzyło mi oczy na to, że nasz skauting ma ogromny potencjał w sensie możliwości przekazu. Wiele osób podchodziło po spotkaniach i zadawało pytania. Wracaliśmy z Rzeszowa czytając w samochodzie opinie i komentarze, „plusy i minusy”. Wszystkie były w dobrym tonie i na poziomie, ale szczere. Nieraz punktowały nasze lapsusy, potknięcia, czy słabsze momenty. Śmialiśmy się z siebie. Najczęściej jako wielki plus był wymieniany wymiar europejski naszego ruchu. Kilka osób zostawiło namiary i z tymi osobami Michał miał zorganizować za 2 tygodnie wędrówkę w okolicach Rzeszowa.





To spotkanie w liceum otworzyło nam oczy. Postanowiłem namówić szefowe i szefów warszawskich na podobne spotkania w liceach na wiosnę w Warszawie.





Jechaliśmy z Michałem na Opole Lubelskie, gdzie był w naprawie jego samochód. Były tam jakieś samodzielne zastępy, które Michał pilotował. Potem powstała tam drużyna. Zostawiłem Michała w warsztacie i sam ruszyłem dalej, do Puław, gdzie byłem umówiony u Asi i Piotrka Jedziniaków. Było ciemno. Zdarzyła mi się wówczas rzecz zupełnie nieprawdopodobna. Wydawało mi się, że wiem jak wyjechać z Opola Lubelskiego na Puławy. Bez mapy, bez GPS, bez dodatkowych upewnień, które dają drogowskazy. Tak „na szagę” po prostu. W końcu to niedaleko i prosta droga, wydawało mi się. No i jadę tak i jadę, biorę zakręty na wyczucie, jak mi podpowiada orientacja w terenie, generalnie na północ. Po dobrych 40 minutach wjeżdżam do jakiegoś miasta i mam poczucie takiego strasznego „deja vu”. Okazało się, że wróciłem do … Opola Lubelskiego. Zrobiłem takie wielkie 25 kilometrowe kółko.





Dwa tygodnie później odbyła się wędrówka. Było tam kilka osób, dziewczyn i chłopaków z liceum. Z Warszawy przyjechały Dominika Pruszczyńska i Marysia Leśnik oraz Michał Pałamarz. Ja dojechałem w trakcie prosto z Ostrawy, gdzie razem z Ondrejem Bohacem i Lukasem Alexą spotkaliśmy się z biskupem Lobkovitzem, odpowiedzialnym z skauting w Czechach z ramienia konferencji episkopatu. Michał wcześniej uczył na tej wędrówce węzła ratowniczego. To ja, że he he zaraz wam pokażę jak się go wiąże. Oczywiście nie pamiętałem tak dobrze. I jest taki filmik na youtube, jak jedna dziewczyna z liceum Prezentek, Monika, uczy mnie tego węzła. 3 lata później Monika, po przyjściu na studia na Politechnikę, zostanie drużynową na Ursusie w Warszawie.


A potem, po wakacjach 2012 okazało się, że w Boguchwale, na południe od Rzeszowa jest ks. Witek, który rozkręcał Skautów Europy w parafii w Postawach na Białorusi. Zorganizował ekipę dziewczyn, która przyjechała na ABC Skautingu do Warszawy w lutym 2013 na czele z Pauliną. W kwietniu z Marysią pojechaliśmy do Boguchwały na szkolenie i całą niedzielę ogłoszeń. Byli już też dwaj kandydaci na szefów, Marek i Łukasz. Zgłosiło się dużo osób. Na to spotkanie przyjechała też Ewa Bielecka, która założyła drużynę FSE w Łyntupach na Białorusi we wrzesniu 2009. Mieszka teraz w Wólce Podleśnej, na północ od Rzeszowa. Ewę i ks. Witka poznałem na Białorusi. Miesiąc później, w maju 2013, powołaliśmy szczep żeński w Wólce oraz drużynę dziewczyn i drużynę chłopaków w Boguchwale. Franek Podlacha pojechał tam poprowadzić kurs pionierki pod koniec czerwca 2013. Odbyli tygodniowy obóz, pojechali na Jadwigę i Adalbertusa. Więc to a propos, że wszystko zaczęło się od Rzeszowa.





Licea warszawskie i katowickie





Skoro tak dobrze poszło u Prezentek w Rzeszowie to zastanawiałem się dlaczego by nie uderzyć do liceów warszawskich. Najpierw poszedłem do dyrektora liceum Jeziorańskiego. On był co prawda otwarty, ale jakoś w końcu żeśmy się nie dogadali. Ale fama, że komisarz chodzi po liceach warszawskich jakimś sposobem zaczęła się rozpowszechniać i zgłosił się Krzysiek Żochowski z Garwolina, że on bardzo chętnie zorganizowałby takie spotkania w Koperniku na Woli. Porozmawiał z dyrekcją, ta wyraziła zgodę. Poszedłem tam z Marysią Czerwińską, hufcową warszawską. Ustaliliśmy grafik z dyrektorką. Przez kilka dni mieliśmy być we wszystkich klasach. To była niesamowita zabawa. Raz albo dwa nawet wypadła nam prezentacja na lekcji angielskiego, więc poprowadziliśmy lekcję o skautingu po angielsku. Odbiór był niesamowity. Kopernik to liceum dwujęzyczne. Dość dobre. Towarzystwo bardzo sympatyczne i na poziomie. Ludzie klaskali, śmiali się, reagowali, zadawali pytania.





Potem jeszcze Błażej Marzoch zorganizował spotkania we Fryczu-Modrzewskim na Elektoralnej, w liceum, którego był absolwentem. Pamiętam, że poszedłem tam na kolejną lekcję, usiadłem po salą, w której trwało spotkanie, prowadzone przez Błażeja i Zbyszka Korbę. Akurat mówił Zbyszek i sala co raz to wybuchała gromkim śmiechem. Ja prowadziłem potem te lekcje razem z Dorotą Kajak, Kasią Czerwińską i Błażejem. Znów mieliśmy wielką radochę.





Przez ogłoszenia na fejsie sprawa stała się tak popularna, że zaczęło się zgłaszać mnóstwo naszych szefowych i szefów. Wszyscy teraz chcieli pójść do liceum. Ponieważ Paweł Sowa od jakiegoś czasu organizował uruchomienie Górnego Śląska, to ludzie stamtąd zorganizowali spotkania w dwóch liceach. Na jedno pojechała Dominika Pruszczyńska z Warszawy i Ania Mamla z Krakowa. Na drugie Ola Olechowska, Dorota Kajak i Tomek Wiszniewski z Warszawy. Zdjęcia z tego spotkania w liceum plastycznym w Katowicach z gestykulującą w charakterystyczny sposób Olą w mundurze, otoczoną wianuszkiem licealistów, obiegły potem całą Europę. Pokazywałem je wszędzie jako przykład tego, co można robić, żeby propagować skauting. Najważniejsze było tak naprawdę nie to, ile osób zachęcimy, ale to, że możemy wyjść z „niszy” i na dużym forum, bez kompleksów opowiadać o skautingu, zbierając oklaski młodzieżowej publiczności. Przełamana została kolejna bariera mentalna. Tworzyło się takie poczucie, że jesteśmy po prostu skazani na sukces.





Wiem, że Błażej w kolejnych latach organizował spotkania w liceum Władysława IV na Pradze, jest to jedno z liceów z czołówki warszawskiej.





Myślę, że jest jeszcze jeden ważny aspekt tego chodzenia do liceów. Nie tylko informacyjny, czy rekrutacyjny. Jak już nic nam nie wychodzi, wszystko się sypie, zamykają się jednostki, zawsze można sobie pójść do liceum i poprawić sobie humor opowiadając o skautingu. W końcu lepiej robić coś niż nic. Nie raz miałem to doradzać w wielu krajach i miejscach, gdzie nie bardzo im wychodziło. I to nigdy nie jest stratą czasu. Ostatnio Emma Canfora, która była Akelą na Siekierkach i uczy włoskiego w liceum Schumana, zaprosiła mnie i na lekcji włoskiego, po włosku, opowiadałem o skautingu pokazując filmiki zrobione przez naszych Włochów. Dobrze chodzić po liceach.





A o tej stracie czasu, to ja mam taką historię. Otóż może to było w 2010 r., a może wcześniej. I w gimnazjum, ale to prawie to samo co liceum. Rzecz dzieje się w Warszawie. Idą dziewczyny do Nazaretanek, bo chcą na Siekierkach tworzyć drużynę. Opowiadają im na tych lekcjach i nic. Nikt się nie zgłasza. Nie ma sprawy. Drużyna i tak powstała, inaczej i przez kogoś innego założona.


Na wiosnę 2012, czyli dwa lata później, jedna przewodniczka decyduje się, że chce zostać drużynową. Akurat w momencie, w którym pisze grupa rodziców ze Starej Iwicznej, że chce tam skautingu. Spoko. Pomożemy. Tylko, że ci rodzice mają grupę raczej 12-latek, nie ma kandydatek na zastępowe. I wtedy do Hoboka pisze jedna dziewczyna, lat 16, że jest zainteresowana. I potem, jak się z nią spotyka szefowa, to ona mówi, że zna nas, bo dwa lata wcześniej dwie dziewczyny były u niej w gimnazjum na prezentacji o skautingu. Nie miała wtedy czasu, ale zapamiętała i się odezwała. To jak chodzi do Nazaretanek, to może chce na Siekierki. Ale drużynowa z Siekierek mówi, że ma nadmiar takich dziewczyn w wieku 16 lat. Za duża konkurencja. Ale okazuje się, że mieszka niedaleko Starej Iwicznej. Została zastępową w tej nowej drużynie, co tam się zaczęła tworzyć od września 2012.


To jakby ktoś miał wątpliwości, czy warto w tych szkołach się pojawiać i o skautingu opowiadać.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz