25 września 2013

Smoleńsk, czyli dlaczego mamy Skautoramę



Pomyślałem, że ja koniecznie muszę opowiedzieć tę historię, bo ona jest po prostu za dobra. Ponieważ równie dobry jest rezultat, do którego doprowadziła, więc mam nadzieję, że nikt nie pomyśli, że ja używam słowa "Smoleńsk" tanio albo obrazoburczo albo w ogóle jakoś bez związku. Zresztą sami rozsądźcie.

Otóż, jak wiadomo, po katastrofie smoleńskiej, harcerze ze wszystkich organizacji jako pierwsi, zanim jeszcze pojawiły się tam jakiekolwiek oficjalne służby, zaczęli organizować to wszystko, co działo się przed Pałacem. Ja już sam nie pamiętam wszystkiego, co oni tam robili. Najbardziej spektakularna była ta służba przy zniczach i to wszystkie światowe media pokazywały. Zrobiłem wtedy nawet takiego FSE Newslettera, pewnie jest do odnalezienia na stronie skauci-europy.pl, ze zdjęciami naszych wilczków, harcerek i harcerzy, które pojawiały się na pierwszych stronach różnych Le Figaro, stron BBC, czy innych takich, ogólnie nazywanych poważnymi, mediów. Polskie media również były zachwycone polskim harcerstwem. Dla uczciwości dodajmy, że były tam też inne formacje, jak Strzelec, czy nie wiem sam jakie. Społeczeństwo przez chwilę zachłysnęło się harcerstwem. To było nasze pięć minut, nie ma co. Nie to, że my tak jakoś to reżyserowaliśmy. Wcale. Nasze harcerki i harcerze pojawili się tam spontanicznie, zanim jakikolwiek drużynowy, hufcowy czy naczelnik w ogóle w czymkolwiek się zorientował.

No więc mamy te dziewczęta i chłopców w mundurach dzień w dzień wśród zniczy przed Pałacem. Mamy te tysiące ludzi oddające hołd Parze Prezydenckiej i czuwające dniami i nocami. Mamy te wszystkie polskie i zagraniczne media, zdjęcia harcerek i harcerzy na pierwszych stronach, nawet chyba w Metropolu było, tym, co go za darmo kiedyś rozdawali. No albo w tego typu innej gazecie. Nieważne. I co się dzieje? Mówią nam nasi przyjaciele z ZHP, ZHR i SH, że dzwonią do nich telefony, dochodzą maile, że rodzice chcą zapisać dzieci do harcerstwa. Więc ja, czy do nas też dzwonią i czy są maile. Jakoś nie mogłem od razu tego ustalić. Zresztą spoko nawet jak nie dzwonią to kiedyś zadzwonią.

Tymczasem, a raczej już jakiś czas wcześniej, dokładnie w styczniu, czyli 4 miesiące wcześniej, wpadła w moje ręce nowa Skautorama francuska. Pewnie podarowała mi ją Odile Levacher, sekretarz krajowy francuskiego FSE, jak ją odwiedziłem z Mauricem Ollier podczas jakiegoś weekendu w Burgundii. Komuś ją oczywiście podarowałem w tak zwanym ferworze i porywie. Więc już po wszystkim, czyli po tym Wielkim Tygodniu przed Pałacem i Pogrzebie w Krakowie, chyba we wrześniu zamówiłem sobie przez internet w Carricku francuskiem kolejne dwa lub trzy egzemplarze. Oczywiście z intencją, jak najszybszego pozbycia się tychże z pożytkiem naszych zastępów. Co też uczyniłem z korzyścią kogoś tam i kogoś tam, żebym to pamiętał oraz z korzyścią dziewczyn z hufca warszawskiego. Ten egzemplarz Skautoramy francuskiej, z dedykacją od komisarza federalnego, trafił do jednej z drużynowych, która przekazała go jednej z zastępowych, po czym tata tej zastępowej zadzwonił do mnie, czy napisał, że to jest taka epokowa sprawa ta Skautorama, że to tak może zmienić życie tysięcy dziewcząt i chłopców, że to koniecznie dla obecnych i przyszłych pokoleń trzeba przetłumaczyć i wydać i że on z grupą rodziców podejmuje się tego zadania tzn. przetłumaczenia, a już wydawnictwo FSE niech wyda. Sprawę uruchomiliśmy, Francuzi zgodzili się przekazać prawa autorskie tudzież makietę na płytach, powędrowały do naszego taty i sprawa zaczęła się toczyć. W sensie to tłumaczenie.

Nie wiem, kiedy się dowiedziałem, że ta zastępowa, córka tego taty, przyszła do Skautów Europy, bo zachwyciła się tym, co widziała przed Pałacem w kwietniu 2010. Była w pierwszej liceum i widząc te tłumy młodych w mundurach rozmaitych postanowiła dołączyć. Nie miała jakichś preferencji, bo wszak wszyscy byli godni podziwu i tego, by do nich dołączyć. Zaczęła pisać maile. Napisała też do Hoboka, Hobok puścił dalej, według właściwości. Z innych organizacji nikt nie odpisywał, tymczasem, po puszczeniu dalej przez Hobok, trafiło to do tej naszej drużynowej, która natychmiast odpisała, zaproponowała spotkanie, do którego doszło i ta dziewczyna została po obozie zastępową. Dodajmy, że była to drużyna w trakcie tworzenia tzn. ta drużynowa nie była jeszcze oficjalnie drużynową, ale już wtedy na wiosnę szukała kandydatek na zastępowe. I tak znalazła jedną. A potem ta Skautorama, od drużynowej do zastępowej, a tam w domu tata frankofon, no i potem to już wiemy.

No i co wy na to? Może ktoś mi powie, że ten tytuł nie pasuje?