12 listopada 2013

O pisaniu

Tytuł tego posta mógłby brzmieć inaczej np. "pisać każdy może", ale mogłoby to zabrzmieć "spłycająco", więc jest taki jaki jest. Teza jest prosta: ludzie lubią czytać. I ja myślę, że tego nic nie zmieni. Więc skoro ludzie lubią czytać, to ktoś musi pisać. Powtarzam: tego nic nie zmieni do końca świata. Żaden internet, film, czy telewizja. Słowo pisane ma inną właściwość niż obraz albo słowo mówione. To taki rodzaj ekspresji po prostu. Ja nie wiem, czy książki będą drukowane, czy w wersji elektronicznej. Ten artykuł jest nie o tym. Nieważne, w jakiej formie, ale będą, to jest najważniejsze. Owszem, gdzieś ostatnio przeczytałem, że film do książki to jak bomba atomowa do zagonu czołgów. Wiadomo, kto wygra. Ale już od dziesiątków lat trwa epoka filmu, a książki ciągle się pisze i sprzedaje, jak gdyby nigdy nic. Niby się ten rynek kurczy, to prawda, ale ciągle w Polsce co roku sprzedaje się ok. 120 mln egz. książek. Formułowanie myśli, czy jakiejś fabuły lub opisu czegoś tam na piśmie zawsze będzie czymś niesamowitym. Ja to pisanie ujmuję w kontekście całej ekspresji skautowej, która jest potężną dźwignią kształtowania charakterów i budowania świata wartości. Pięknych charakterów i pięknego świata.
To ja może teraz tak już bez ogródek napiszę o co mi chodzi. W naszym skautingu jest mnóstwo talentów pisarskich. I takich w wieku lat kilkunastu i starszych. Co więcej, mamy o czym pisać. Mamy przygody, przyjaciół, podróże, idee, wspomnienia, doświadczenia, przemyślenia. Kopalnia. Tak do literatury pięknej, jak i wspomnieniowej. Czyli fiction i non fiction.
Ale na początku to ktoś sobie pewnie myśli: o czym ja mam napisać? Najczęściej dochodzi do wniosku, że o niczym. Potem ktoś myśli, że może coś mądrego pedagogicznie napisze. Albo nawet teologicznie. Czy może psychologicznie. Tu nie chodzi mi jednak o takie pisanie. Ono też jest super. Ale chodzi o takie pisanie bardziej osobiste, bezinteresowne, oparte na autentycznym przeżyciu. No, bo wiadomo, pisanie musi być autentyczne, a cóż bardziej autentycznego niż własne życie. Tu nie chodzi o autobiografię, ale o "przygody" i "impresje". I wtedy dopiero to się zaczyna pisać! Kiedyś już były takie teksty w Przestrzeni, czy Gnieździe. Teraz też są takie podróżnicze Oli Szuby i Joli Kępy. To się bardzo przyjemnie czyta. Coś jak książkę Krzysztofa Pałysa, "Ludzie 8. dnia". Więc tak na początek, żeby było o czym pisać.
Kolejny problem: kto to przeczyta? Na takie coś odpowiadam: napisz i pozwól podjąć decyzję czytelnikom. Ci, którzy prowadzą blogi, jak Zbyszek Korba czy Adam Lisiecki albo Piotrek Czerwiński mogą się sami przekonać, że ludzie wchodzą i czytają. Jasne, że trzeba się trochę otworzyć, "wywnętrzyć", więc trzeba się trochę przełamać, poddać ocenie. Ale bez przesady.
Ja się o tym przekonałem, jak mnie Gniazdo namówiło do pisania tego cyklu "Jak zostałem harcerzem". Z tego już jest książka pt. "Chłopak z Radomia". Ale może zmienię tytuł na "Chłopak z Kusocińskiego", zobaczę. Może wydam i będę sprzedawał. Tak dla zabawy. Piotrek Synowiec, wielki popularyzator czytania i wydawania książek mówi, że on się trzymał w skautingu dzięki lekturom przygodowym. Dzięki "fabule".
W każdym razie napisałem do redakcji Gniazda, że jestem dozgonnie wdzięczny za tę zachętę, bo się rozpisałem. Potem postanowiłem opisać "Przygody komisarza". Piszą się wciąż, fragmenty są już na blogu, w tym tygodniu też coś wrzucę. Ale co tam moje przygody! Otóż zaczęliśmy w Przestrzeni ten cykl "Mój Kościół-Moja Polska-Moja Europa". Ukazał się pierwszy tekst. Kasi Szczypek. I on jest świetny. Czytałem już pięć następnych, które są w kolejce do publikacji. I w tych wszystkich tekstach ujawniają się talenty pisarskie, że mogłaby nam pozazdrościć największa gazeta codzienna w Polsce. Ja się nie mogę doczekać, aż te talenty zaczną pisać coś większego, coś z fikcyjną fabułą lub coś niefikcyjnego. Bo krótka forma jest ok, ale książka to jest książka. Człowiekowi jak się spodoba, to się cieszy, że może przez kolejne kilkaset stron w tym świecie przebywać. Że to jeszcze nie koniec. Jak dobry serial.
Ale krótkie opowiadania też są w porządku. Było ich trochę w Przestrzeni. Czytałem ostatnio kilka opowiadań ks. Marka Adamczyka, co je w gazetce duszpasterstwa akademickiego drukuje i one są strasznie fajne. Wydamy kiedyś cały tomik tych opowiadań.
Rzeczy niesamowite tworzy ks. Piotr Narkiewicz. Trochę w innym segmencie ekspresji, ale pisać też potrafi. Ten tekst o prawie harcerskim w szpitalu był nietuzinkowy.
Dobra. To piszą szefowie i księża. Ale celem tak naprawdę są gimnazjaliści i licealiści. Oni piszą już coś do Gniazda. To jest jednak tylko początek. Chcemy fabuł, chcemy powieści przygodowych, obyczajowych. Nie mylić z kryminałami i romansami. Coś w stylu Alessandro d'Avenia "Biała jak mleko, czerwona jak krew". Chcemy też ciekawych wspomnień osobistych, impresji, reportaży. Rzeczy lekkich, bez morałów, bez dydaktyzmu, takich jak sam skauting, żeby w tych książkach odbijało się 5 celów, czyli całe życie. CAŁE. Wówczas nie trzeba głosić kazań ani nikogo pouczać. Bo to życie uczy, te przygody pociągają, te impresje zachwycają. Dam kilka przykładów.
Ja już pisałem, że czekam na wspomnienia Zbycha, natomiast nie pisałem, że marzą mi się przygody Michała Pałamarza we współpracy z Krzyśkiem Rogulą i Michałem Kuczajem o epopei samodzielnych zastępów. Hitem hitów byłby Bartek Mleczko i jego przygody namiestnikowo-adalbertusowe i inne. Czekam na ciepłą opowieść wspomnieniową w stylu Hrabala autorstwa Tomka Szydło, tak najlepiej o latach 80-tych i początku lat 90-tych. Cudownie pisze Ania Betlejewska. A Garwolin dlaczego nie opisze całej swojej przygodowej historii? Nie mówię już o Rząsinach, bo to już dawno powinniśmy mieć na półkach. Ba! a Puławy? a Lublin? A potem zobaczycie, jak tego typu literatura wspomnieniowo-przygodowa uruchomi powieści przygodowe i obyczajowe. Cała Polska będzie czytać i jeszcze będą robić przekłady na języki obce. Przecież jak dziewczyny i chłopaki wymyślają te wszystkie fabuły na gry terenowe i miejskie to już są tylko o krok od doskonałej powieści.
Wyobraźcie sobie tylko: wchodzisz na ten azymut360, czyli Carrick polski, klikasz w zakładkę książki, a tam masz super wybór lektur lekkich i poważnych, których autorami są .... Skauci Europy. Dlaczego nie? Czy ktoś mi może wyjaśnić? Mamy to w zasięgu ręki.
Więc czekamy na tych, którzy piszą. Jak będzie dobre wydamy w formie książkowej. Ja płacę. Tak dużo nie kosztuje. Robimy właśnie z Piotrkiem Synowcem taki pilotaż w tej kwestii.
Dlaczego ja nagle z tymi książkami? Nie tak nagle, przecież wszyscy o tym marzymy od dawna. Tylko nikt nie wierzy, że to się może udać. Ale odkąd chodzę regularnie po księgarniach i przeglądam co nowego się wydaje, czytam sobie trochę, teraz takie wygodne te księgarnie, z sofami często, więc dlaczego nie i im bardziej czytam, tym bardziej wydaje mi się, że my mamy lepsze historie do opowiedzenia i lepsze pióra. I od tych po "tamtej" stronie i od tych po "naszej" stronie. Tych po "tamtej" to ja tu reklamować nie będę, nawet jakby zapłacili. Wziąłem ostatnio do ręki i resztki włosów mi wypadły.
Powtarzam: mamy coś do powiedzenia, coś niesamowitego przeżyliśmy i przeżywamy, to jest nieprawdopodobna przygoda ten skauting. Aż prosi się pióra, wielu piór, które to opiszą. W formie fiction i non fiction.
Żeby nie było, że ja się mądrzę, a nic nie robię, to ja też piszę. Może nie najlepiej, ale zawsze. Żeby zachęcić innych. To jest proste, no, a jaki materiał! A teraz jeszcze mogę zasponsorować, więc też żeby nie było, że tylko tak marudzę. Od miesiąca zaś piszę coś dużego, fiction, na razie w miarę dobrze idzie i ostało się, z pewnymi korektami, po miażdżącej krytyce kilku życzliwych osób. Ale to będzie tylko po to, żeby przetrzeć szlak i żeby potem weszły te prawdziwe buldożery, na które wszyscy czekamy.
A na końcu nakręcimy film fabularny, czyli bombę atomową. Francuzi już kręcą.