29 listopada 2013

Eurojam 2014, czyli Światowe Dni Młodzieży dla gimnazjalistów

Ponieważ do jutra jest jakaś pierwsza data graniczna zapisów i wpłat jakiejś części kwoty za udział w Eurojamie, który odbędzie się w sierpniu 2014 we Francji i dochodzą do nas wszystkich głosy, jak to nasze drużynowe i drużynowi „walczą”, żeby wszyscy nań pojechali, to ja postanowiłem, że uczczę i tę datę i ten ich wysiłek tym wpisem. Też dlatego, bo nasz Zarząd już podjął konkretne działania celem usadowienia nas w 2016 w Krakowie i Jadzię, Rafała i mnie już ze smyczy spuścił, więc mi się tak skojarzyło, jak w tytule. Wielu rodziców, szczególnie takich, których dzieci są od niedawna w skautingu zastanawia się, czy to warto, czy to bezpieczne, czy to nie za drogie, etc. Albo np. że jechać do Francji zobaczyć Luwr, Wersal albo zamki nad Loarą to jak najbardziej oni zapłacą nawet 2000 zł, ale płacić te 1100 zł, czy ile tam ten wyjazd kosztuje, po to, żeby przez dwa tygodnie siedzieć w lesie z dziesięcioma tysiącami innych młodych ludzi, no to bez przesady. Sympatyczna jest ta wątpliwość, trzeba przyznać. Ja tu trochę w takim razie opowiem o tym Eurojamie.

Eurojam to tak naprawdę takie Światowe Dni Młodzieży, jak te w Rio de Janeiro, czy w Madrycie, czy te co będą w Krakowie w 2016 r. Tyle, że dla gimnazjalistów. Jak wiemy, w ofercie Kościoła tego nie ma. Można jechać od 17 lat w górę. Z wielu względów inaczej być nie może. I słusznie. Jaką radochę Kościół urządza tym kilkuset tysiącom, czy ponad milionowi młodych ludzi powyżej 17 roku życia, którzy biorą udział w Światowych Dniach Młodzieży, począwszy od Buenos Aires w 1984! Im się zmienia życie dzięki temu. Ja myślę, że jeśli w Kościele wciąż są młodzi ludzie i powołania, to właśnie dzięki Światowym Dniom Młodzieży, co to je taki prosty chłopak z Wadowic wymyślił. Byłem w Częstochowie w 1991 i w Paryżu w 1997 i to było coś nieprawdopodobnego. Muszę przy okazji opowiedzieć historię z tym związaną.

W Paryżu byłem jednym z przedstawicieli FSE na Forum Młodych, organizowanym przez Watykan zawsze bezpośrednio przed Światowymi Dniami Młodzieży. Byliśmy zakwaterowani w Ecole Politechnique pod Paryżem. Mieliśmy jakieś konferencje, dyskusje, grupy robocze. Było tam ponad 400 osób z całego świata. Taka reprezentacja młodzieży, która za chwilę miała zjechać do Paryża w liczbie ok. miliona. A jak się już zaczęło i przyjechał Jan Paweł II, to sadowiono nas wokół ołtarza podczas wszystkich uroczystości z jego udziałem. Przywilej, że ho ho. Ileśmy się temu Ojcu Świętemu namachali i nakrzyczeli z bliska! Mieliśmy też osobną Mszę z Papieżem tylko dla nas w kościele St Etienne du Mont koło Panteonu w Paryżu. I to był jedyny raz w moim życiu, jak podszedłem do Papieża i mu powiedziałem, że go kocham i modlę się za niego i mnie poklepał po ramieniu (dziewczyny klepał po policzku) i powiedział „dobrze, dobrze”. I jak potem przyglądałem się przez dwie godziny jak wszyscy po kolei indywidualnie podchodzili do niego, jak Azjatki klękały i obejmowały jego stopy całując je, jak ci z Rwandy wypłakiwali się przed nim, a on ich długo tulił i pocieszał. Patrzyłem na to i łzy mi leciały. A on od czasu do czasu patrzył w moją stronę, bo siedziałem w drugim rzędzie tuż przed ołtarzem i kiwał głową, jakby chciał powiedzieć: "a ty co się tak gapisz?". Potem przewieźli nas na ten wielki hipodrom Longchamps, gdzie miało być czuwanie, a nazajutrz Msza końcowa. Na tym czuwaniu w sobotę wieczorem miało być pierwsze czytanie z księgi Izajasza po polsku. Nas tam podzielili na dwie części i przez to, że dziewczyna z Polski, co miała je czytać znalazła się nie w tej co trzeba, to oni szukali jakiegoś Polaka tam na tym zapleczu, w zakrystii można powiedzieć. I w ten sposób stanąłem na tej ambonie przed tym milionem i przeczytałem to czytanie po polsku. Jak sobie o tym pomyślę to nawet teraz mnie ciarki przechodzą.

W każdym razie ten kontakt z młodymi ludźmi z całego świata, którego wówczas doświadczyłem, szczególnie z ludźmi z Afryki, Azji i Ameryki Łacińskiej był czymś galaktycznym po prostu. Ten Wietnamczyk, co się tak zaprzyjaźniliśmy, że spędzaliśmy razem każdą wolną chwilę. Odnalazłem go po 15 latach na fejsbuku. Wyświetlają mi się teraz takie wpisy z krzaczkami z jego żoną i dziećmi. Albo ta dziewczyna z Polski, trochę niewierząca, jakoś się tam znalazła, i jak rzuciła się na szyję i płakała, że Kościół to nie jest to, co ona sobie wyobrażała i że ona nie jest w stanie zrozumieć tego, co tu się wydarzyło i że nie chce wracać do domu. Albo jak szliśmy sobie ulicami Paryża z tym kolegą z Togo albo z Wybrzeża Kości Słoniowej i jedliśmy lody i jaki on był szczęśliwy, że mógł sobie te lody tak zwyczajnie jeść. I ja też byłem szczęśliwy, że mogę z nim te lody w tym pięknym Paryżu jeść. Był też taki gość z Papui Nowej Gwinei, ja już nie pamiętam, czy my jedliśmy lody na ulicy, czy leżeliśmy na jakimś skwerku i gadaliśmy, co tam u niego na tej drugiej półkuli. Może siedzieliśmy na sofach w merostwie na placu Hotel de Ville i zajadaliśmy jakieś kanapeczki, co nam mer Paryża postawił, bo taki  miał kaprys, żeby całą tę naszą 400-osobową grupę podjąć. I ja z tym kolegą Papuasem tam sobie siedzieliśmy i rozmawialiśmy. Mam chyba nawet zdjęcie. Jak znajdę to zaktualizuję wpis. Albo jak czekając długie godziny na tym zapleczu ołtarza na hipodromie Longchamps, żeby się nie nudzić, to namówiłem tych wszystkich moich nowych przyjaciół z Afryki, żebyśmy zatańczyli te ich wszystkie tańce, co to oni je tańczą podczas Mszy Św. jak niosą dary na przykład. I tańczyliśmy w sto czy dwieście osób. Jacy oni byli szczęśliwi! Kto zna te serdeczne uśmiechy ludzi z Afryki to wie, o czym mówię. To było niesamowite. A w niedzielę po głównej Mszy na zakończenie namówiłem wszystkich Francuzów-wolontariuszy z Ecole Politechnique, taki kwiat francuskiej elity, oni już pewnie są jakimiś ważnymi inżynierami i prezesami firm, bo z tej szkoły się tacy we Francji rekrutują, żeby podrzucić do góry głównego organizatora ŚDM z ramienia Watykanu, prałata Renato Boccardo (jest teraz biskupem Spoleto we Włoszech). To zdjęcie jak go podrzucamy obiegło cały świat dzięki agencjom prasowym, które dawały je na pierwszych stronach relacji z Paryża w tym dniu. Nigdy w życiu nie byłem bardziej szczęśliwy.

Ale, powtarzam, to jest tylko dla 17 lat w górę.

No to my tak sobie u Skautów Europy wymyśliliśmy takie Światowe Dni Młodzieży dla gimnazjalistów, dokładnie dla osób w wieku 12-17 lat. Tym właśnie jest Eurojam. Żeby oni też mogli dotknąć, doświadczyć tej powszechności Kościoła. Oczywiście ten pierwszy dotyk będzie dotyczył Europy, choć będą też skauci ze Stanów i z Kanady. Takie stopniowanie jest przecież jak najbardziej pedagogiczne. W Krakowie w 2016 będą mogli już zanurzyć się w całym Kościele powszechnym od Oceanii przez Afrykę po krąg polarny.

Więc to jest jednak niezłe. Ma ten nasz uczestnik te swoje 12-16 lat i będzie mógł przeżywać radość spotkania z rówieśnikami z ponad 20 krajów. Otworzą mu się oczy, zmotywuje się do nauki języków, poszerzy się jakiś horyzont, obudzą się jakieś nowe pragnienia, zagra w duszy jakaś nowa melodia. My mamy to oczywiście tak dość jasno przemyślane, jak się to wszystko tam będzie odbywać. To nie polega na tym, że jest taki masowy spęd 10 tys ludzi, jak jakiś Woodstock, czy Przystanek. Tam jest duch i styl skautowy, każdy zastęp ma swój biwak, kuchnię, dostęp do wody, toalety, ma swój program zajęć: dziś z zastępem z Włoch gra, jutro z zastępem z Francji explo, pojutrze z zastępem z Ukrainy kolacja i ognisko, kolejnego dnia wielka gra w gronie kilkuset osób z różnych krajów. A jeszcze wielki apel na początek i na koniec, Msza Św, może jakaś pielgrzymka, dzień wymiany, w którym chodzi się w każdy zakątek obozu i patrzy jak inni sobie to wszystko zbudowali, a jeszcze gazeta codzienna, a jeszcze…. W głowie się kręci od możliwości. A najbardziej magiczna chwila, uwielbiałem to robić w Żelazku w 2003, to wieczorem przejść się po całym wielkim obozie i patrzeć jak się odbijają w górze na drzewach blaski ognisk i słuchać tych śpiewów, wybuchów radości, oklasków. Być świadkiem całego tego nieprawdopodobnego festiwalu radości, którego nie jest nawet najbledszą namiastką jakikolwiek program rozrywkowy w tej skomercjalizowanej telewizji. Ile tam się narodzi szczęścia w tych młodych sercach?
 
Tu jest krótki filmik z Eurojamu 2003: http://www.youtube.com/watch?v=v3eQPUjHAgE
W sklepie http://azymut360.pl/ można kupić na płycie cały film 40 min po polsku z Żelazka 2003.
 
Tam jest taki najazd kamerą na całą panoramę obozu ze szczytu Grochowca (ponad 400 m. n p.m.). Cały skauting europejski na tle naszej pięknej Jury Krakowsko-Częstochowskiej. A za chwilę jak harcerz Jacek wysuwa głowę z namiotu i wiąże buty. Albo jak zastęp chłopaków szkicuje zamek w Tęczynie. Albo jak ten zastęp dziewczyn z Włoch pośród ruin zamku, chyba w Mirowie, odmawia Ave Maria. Nie było piękniejszych ujęć w całej historii kina.
 
A w kaplicy Matki Bożej na Jasnej Górze, w tym pierwszym pomieszczeniu od wejścia, nie w tym, gdzie jest sam Obraz, po lewej stronie, w bocznej nawie, nad wejściem do dalszej części, jest tablica z Eurojamu 2003. Jak nie widzieliście, to przy następnej bytności przejdźcie sie tam i westchnijcie do Panienki Najświętszej za Skautów Europy.

I co, że nie warto? Że za drogo? Że lepiej zamki nad Loarą? Że za młodo, że za daleko od rodziców? Że mają siedzieć w domu przez wakacje? Grać w gry komputerowe? Że ze względu bezpieczeństwa (jakiego bezpieczeństwa????!!!!) lepiej, jak nigdzie się nie ruszą? Że co?!

No bez żartów.

A jak już wrócimy z tego Eurojamu we Francji za rok, to się zabierzemy do przygotowania Światowych Dni Młodzieży w Krakowie w 2016 i zrobimy taką ewangelizację Nowej Huty ze spektaklami, grami i fajerwerkami, że aż w Patagonii o nas usłyszą.