08 stycznia 2014

Skauting a mentalność korporacyjna


Ten temat bierze się stąd, że jest nas w naszym skautingu coraz więcej trzydziesto- i czterdziestolatków pracujących w korporacjach i mamy pokusę myślenia o skautingu kategoriami wyniesionymi z korporacji. Myślę, że wszyscy wiedzą o czym mówię: misja-wizja-strategia-plan-cel-realizacja-rozliczenie-kontrola-rezultaty, etc. To, że do własnych zadań stosujemy tę mentalność wyniesioną z pracy zawodowej to jest dla mnie zupełnie normalne. Nie może być po prostu inaczej. Zadaniami własnymi nazywam te, do których wykonania akurat niekoniecznie potrzebuję angażować młodych np. poszukać darczyńców, negocjować wynajem obiektu, terenu, sali, prowadzić prace zarządu, rozliczać się z urzędem, przygotowywać obozy szkoleniowe, wykłady, prezentacje, odpowiadać na maile, etc. Albo np. Zarząd w obrębie Zarządu musi działać trochę korporacyjnie w zakresie tych wszystkich zadań prawnych, administracyjnych, finansowych, związanych z bezpieczeństwem, etc. Albo Zarząd z hufcowymi. Myślę, że wszyscy wiemy o co chodzi.
 
Problem zaczyna się, gdy chcemy to przenieść w dół i wymagać, by tak działali szefowie, szefowe oraz dziewczęta i chłopcy, czy nawet rodzice w odniesieniu do właściwej działalności pedagogicznej. Bardzo mi przykro, ale tak się nie da. To nie ta organizacja po prostu. I tu zupełnie nie chodzi o to, że przecież prawo skautowe, że solidność, że dane słowo, że przecież harcerz każde zadanie wykonuje sumiennie do końca, etc. Prawo skautowe nie służy jako pretekst do zarządzania korporacyjnego, ale do osobistego wzrostu, a ten nie utożsamia się ze sprawnością organizacyjną. To jak się zarządza organizacją skautową? Ktoś zapyta. Czując i szanując jej spontaniczność i kruchość. Kropka. Jeśli ktoś myśli, że to niepoważne i że tak się niczego nie osiąga, to niech sobie przypomni, że zrobiliśmy Eurojam, Euromoot, Santiago-Madryt, Harce Majowe, wydajemy i sprzedajemy kilkanaście tysięcy egz. kalendarza, organizujemy pewnie ponad 200 obozów i wędrówek w wakacje, rozwijamy się w tempie, od którego naszego księgowego boli głowa i parę innych rzeczy, etc. Są po prostu na świecie inne mechanizmy niż tylko te, które wymyślono w amerykańskich szkołach biznesu. Jest jeszcze pasja, ideowość, oddanie, spontaniczność, przyjaźń, radość. Jest cała sfera oddziaływania POŚREDNIEGO. Podnoszenia temperatury. "Stan umysłu", jak to mawiał Krzysiek Noworyta. Jest to wszystko, o czym tak niesamowicie pisze papież Franciszek w adhortacji „Radość Ewangelii”. Ja nie wiem dokładnie, czy tego uczą w tych amerykańskich szkołach, ale mnie skauting nauczył, że podstawową zasadą działania jest szanowanie poczucia własności i odpowiedzialności. W skrócie, że szefem nie jest naczelnik, hufcowy, szczepowy, ale szefowa/szef jednostki, którzy rozumieją, że o powodzeniu decyduje podmiotowość dziewcząt i chłopców. Jeśli oni pokochają styl i ducha Skautów Europy, to nie będzie takiej rzeczy, której nie będziemy w stanie zorganizować, nie będzie takich składek, których nie będziemy potrafili zebrać, etc. Sprawy nie dzieją się wyłącznie na zasadzie z góry w dół jak w korporacji. Szefowie/szefowe i dziewczęta i chłopcy nie są sprawnymi wykonawcami planów i decyzji powstających gdzieś na hierarchicznej górze. I jeśli pojawia się nagle ktoś i wydaje rozkaz i jest rozczarowany, że te wyznające prawo skautowe dzieci się do tego rozkazu nie zastosowały i wyciąga wniosek, że one nie żyją jednak prawem skautowym i że to żaden skauting, to ja takiego kogoś nie traktuję poważnie. Oni są aktywnym podmiotem tego przedsięwzięcia. Oni są „właścicielami”, których musi słuchać Zarząd, hufcowa, szczepowa. A wszyscy mają słuchać prawa skautowego, stylu i pedagogiki naszego ruchu, które są skonfigurowane tak, że mają odpowiadać na wielkie pragnienia młodego serca. Wystarczy obejrzeć Skautoramę, by zrozumieć, jakie są te pragnienia. W momencie, w którym dajemy odpowiedzialność za zastęp dziewczynie/chłopakowi w wieku 14-15 lat, a za całą jednostkę osobie w wieku 18-19-20 lat, to niejako automatycznie musimy rozumieć, że to nie jest korporacja i że tzw. czynnik ludzki w zarządzaniu oznacza zupełnie coś innego niż w firmie. Skauting to PRZESTRZEŃ WOLNOŚCI młodych. To wszystko nie uchybia temu, że wszyscy szefowie/szefowe, hufcowi, namiestnicy, naczelnicy mają niesamowitą moc inspiracji, nadawania kształtu, formowania, ale tylko wtedy, gdy szanują wewnętrzną dynamikę metody skautowej, owo poczucie własności młodych i trafiają w ich wielkie pragnienia. Wystarczy przywołać wielki pomysł namiestników i naczelników wędrówki do Santiago w 2011 i tyle innych.

To jest ważne szczególnie teraz, gdy nie tylko kwestia sprawności organizacyjno-zarządczej, ale również kwestie wychowania czy szkolnego, czy też rodzinnego, a zatem ta pełna przygód praca z młodym człowiekiem jest poddawana takim samym parametrom opracowanym na amerykańskich uniwersytetach. W skrócie brzmi to tak: rodzice mamy tu dla was specjalistów, którzy nauczą was specjalistycznych metod wychowawczych. Potem mamy super specjalistyczne według najnowszych metod wychowawczych pracujące przedszkole, a potem też zajęcia pozaszkolne rozwijające w dzieciach kompetencje, potem kolejne kursy specjalistyczne przygotowujące do…. Tak można bez końca. Niedługo nie będzie się można ruszyć z łóżka bez specjalistycznego kursu przygotowawczego i bez zakupu specjalistycznych szkoleń uczących jak wychodzić z domu na ulicę, instrukcji oddychania, otwierania drzwi do łazienki i krojenia chleba, etc.

Na tych wszystkich ABC Skautingu, czy spotkaniach w nowych parafiach z nowymi rodzicami zainteresowanymi naszą propozycją wychowawczą opowiadamy o naszym pomyśle wychowawczym, pokazujemy te zdjęcia, filmiki, co to nam Błażej i Mindframe tak fajnie zrobili i praktycznie od pierwszej chwili wszyscy są za. I ja wiem, co sobie ci rodzice czasem myślą i na co po cichu liczą, że to pewnie ten pan albo ta pani z Warszawy, co pracują w tym banku albo czymś tam bardzo poważnym, bo tak się przedstawili, co tak mądrze tu opowiadają o tym wspaniałym projekcie wychowawczym, będą na pewno osobiście naszych dzieci doglądać, żeby tu się pięknie w tym skautingu wychowywali. A my wtedy, że tu będzie banda podwórkowa, że szefem będzie jedna z nich, którą sobie sami wybiorą, że zbiórki są bez dorosłego i tak dalej. No nie! I to ma być ten wielki projekt wychowawczy? I tu nie będzie dziesięciu specjalistów po specjalnym MBA? Na całe szczęście, obecne pokolenie rodziców miało podwórko i wystarczy się do nich uśmiechnąć i zapytać, czy wyobrażają sobie podwórko z nadzorem dorosłego i temat znika. I wszyscy jeszcze bardziej chcą. Albo i nie. Ale przynajmniej wiedzą, jak to działa i anagażują się lub nie w sposób świadomy.

Bronię i będę bronił tej spontaniczności, intuicyjności, naturalności z jaką ma działać nasz skauting. Co nie uchybia temu, że jest pewien zasób wiedzy pedagogicznej, doświadczeń, dobrych praktyk, pomysłów przekazywanych na obozach szkoleniowych i w materiałach pedagogicznych i jest też pewne minimum procedur wynikających z ceremoniału czy z przepisów prawa. Ale, możemy teraz odwrócić to, co przed chwilą powiedzieliśmy: wymaganie, by osoby, które prowadzą pracę pedagogiczną posiadły ten zasób wiedzy pedagogicznej i postępowały zgodnie z tymi procedurami nie ma uchybić, nie ma naruszyć tej spontaniczności, radości, pasji, intuicyjności, słowem tej wielkiej dynamiki bandy podwórkowej, którą w końcu jest nie tylko zastęp, ale gromada też. Ognisko/krąg młodych ostatecznie też jest taką bandą podwórkową, no może nieco bardziej niż podwórkową. Dlaczego tak jest? Bo naturalny charyzmat pedagogiczny jest ważniejszy niż wszelkie kursy i certyfikaty. To jedynie on zapewnia powodzenie. Wystarczy pomyśleć o tym, kim jest zastępowy. I to nie jest sprawa jakiegoś geniuszu, z którym się trzeba urodzić. Na szczęście taki charyzmat jakiego w skautingu potrzebujemy posiada pewnie ponad połowa populacji, więc nie trzeba używać świeczki do poszukiwania kandydatów na szefowe i szefów.

I tu nie chodzi o jakąś "złą autonomię". Dla wszystkich jest jasne, że jeśli zastępowy z zastępem uchwala, że zamiast na zbiórkę do lasu idą grać na playstation, to nic wspólnego z duchem skautowym to nie ma. Ale to, podobnie jak wiele innych tego typu "wpadek" można, zgodnie z wielką nauką Adalbertusową, "wykorzystać wychowawczo", posługując się znanymi tu chyba już wszystkim metodami, jakie daje system narad, Sąd Honorowy i zwyczajna relacja zaufania i przyjaźni drużynowy-zastępowy.

W listopadzie ub.r. na szkoleniu szczepowych w Lublinie usłyszałem ciekawe świadectwo jednej ze szczepowych, dorosłej pani, zawodowo bardzo zaangażowanej. Że na początku chciała kontrolować i rozliczać szefowe jednostek. Czyli postępowała zgodnie z mentalnością obowiązującą w pracy zawodowej. Normalne. Powoli zrozumiała, że to nie tak. I ja wtedy zapytałem jak ona to zrozumiała, a ona się tylko uśmiechnęła i powiedziała, że po prostu zrozumiała. I tego sobie i wszystkim dorosłym życzę.

Ponieważ Tomek Podkowiński ostatnio mówił, że moje artykuły są za długie, to ja na tym kończę.

3 komentarze :

  1. 1. Po pierwsze wypowiadam się z pozycji nie-skauta (tylko 3 zbiórki - druch był komunistą ideowym)... 11/10 (!) osób, które znam z biznesu i są pociumane i ogarnięte są harcerzami #zazdroszcz ale to dotyczy pokolenia ~30. Parę lat mniej i jest niesolidność podwójne standardy itd.
    2. Ale czy nie jest tak, że harcerstwo jednak z tyłu głowy jest strukturą zmilitaryzowaną czytaj ma strukturę typu A odpowiada przed B, B wydaje rozkaz A? Może dlatego ponad połowa harcerzy których znam odnajduje siebie na etacie i często w korporacji. Czy to źle? Chyba nie? Ale jednocześnie Ci młodsi jadący na pełnym spontanie mają kłopoty ze stworzeniem czegoś własnego firmy fundacji czegokolwiek. Więc ja też bronię spontaniczności ile się da ale ona też musi mieć ramy. Najważniejszą jest właśnie odpowiedzialność za siebie i za innych i to wynikajaca z fundamentów wychowania a nie z prawa. I ta rama musi być tym silniejsza że MŁODZIEŻ teraz NEGOCJUJE WSZYSTKO a to jest nie do przyjęcia w realu. N.B. wiele zwinny metod zarządzania i tych pięknych programów kursów liderszipu mogłoby się uczyć od dobrych instruktorów.
    3. Zbiórka też jest projektem. Możesz to robić według prince2 i potem mieć dokumentacji tonę na rozpalić na obozach a możesz to robić po ludzku

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak to prawda, że harcerze odnajdują się w korporacjach. Ale mnie nie o to chodziło, bo normalnie harcerze odnajdują się w wielu miejscach. Mnie chodziło o to, że jak ja, 40-latek przychodzę do skautingu jako naczelnik, hufcowy, szczepowy, itp. to muszę uważać na to, że już nie jestem w firmie, że to działa trochę inaczej, że nie mam tego przekształcić w firmę, co nie znaczy, że to ma nie być zorganizowane. Są po prostu inne mechanizmy osiągania tego samego lub prawie tego samego. Tyle.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zbyszek, dobry tekst. Dobre obserwacje. Trzymaj się dzielnie

    OdpowiedzUsuń