25 września 2014

Jest powieść!


Ten tekst jest o powieści. Ja się postaram, żeby nie był za długi, ale niczego nie mogę zagwarantować. W końcu to mój blog. Otóż pisała się od października ubiegłego roku, zainspirowana przez Pawła Borowieckiego i właśnie dziś została ukończona. Pewnie będzie trzeba edytować i coś tam poprawiać. Może rozbuduję zakończenie. Zobaczymy. Wersja podstawowa jest gotowa. Każdy kto coś pisał wie, jak to czasem ciężko skończyć.

Historia jest taka, że Zbychu zaczął pisać tego bloga, co to teraz wydał książkę z tekstami z tegoż. Nie pamiętam kiedy. Ponieważ ja zawsze pilnie śledzę, co robi Zbychu, bo od 6 klasy podstawówki, odkąd się znamy zawsze dobrze na tym wychodziłem, to ja sobie pomyślałem, że też sobie będę pisał bloga. Z książkami zresztą podobnie. Blog się zaczął dawno, jak zostałem komisarzem, ale nie wiedziałem o czym pisać. Bardzo rzadko tylko. Potem przestałem być komisarzem i odbiło się to korzystnie, jeśli nie na zawartości bloga, to przynajmniej na ilości artykułów. Jak przestawałem być tym komisarzem, to możecie sobie wyobrazić, co człowiek po takich 2,5 roku, jak podejmuje decyzję, że już pas, przeżywa. Musi się jakoś oderwać, wyluzować, zdystansować, odpocząć. Łatwo powiedzieć. To ja zacząłem czytać książki. Literaturę piękną, której nigdy za bardzo nie lubiłem, bo myślałem, co mi tu ten autor jakieś wymyślone kity żeni. Rzeczywistość jest ciekawsza. I tak jest w istocie. Zdania nie zmieniłem. Ale powoli, powoli, że to jednak piękna sprawa, że ludzie chcą czytać, to przecież ktoś musi pisać. To widać zresztą po tych blogach. Że jak wchodzisz do sieci, to już nie klikasz na gazety, które w kiosku lub na kanał TV, który w telewizorze, ale klikasz na swoich ulubionych autorów-blogerów. Więc oprócz książek, zacząłem czytać blogi i mam swoich ulubionych autorów. Ja tych książek czytałem przez ostatnie dwa lata mnóstwo. Prześcigałem się ze Zbychem. W jednym roku przeczytałem nawet 52 książki, jedną na tydzień. A potem ktoś mi polecił Bobkowskiego, Szkice piórkiem, ktoś jeszcze Jałowieckiego Na skraju imperium, sięgnąłem wreszcie, za namową przyjaciela, po Józefa Mackiewicza, którego książek nigdy nie tknąłem mimo, że leżały na półce u mojego starszego brata Karola, od co najmniej 1988 r., kiedy jeszcze byłem w liceum.

Jak ja ich przeczytałem, to jeszcze bardziej zaczęło mi się pisać i tak sobie zamarzyłem, że jak jeszcze dziesięć lat tak będę czytał i pisał, to może w końcu napiszę powieść. I ja to sobie myślałem w lipcu 2013 r. Aż tu  w październiku tego samego roku, dzwoni do mnie Paweł i mówi „napisz powieść”. To jakby iskra, która wznieciła natychmiastowy pożar. I okazało się, że nie za 10 lat, ale za rok.

To jest historia o niej i o nim oczywiście. Mam nadzieję, że nikt nie jest rozczarowany. Tak pisał Sienkiewicz i wszyscy i nie mam zamiaru niczego nowego wymyślać. Wymyśliłem już tą zmienną geometrię i to chyba wystarczy. Że jak inaczej? Że miałoby być o nim i o nim? Albo o niej i o niej? Ja nie umiałbym tego napisać, ale jak ktoś chce, to są autorzy, którzy potrafią, można sięgnąć.

Więc, to jest historia o niej i o nim ze skautingiem w tle. Nie do końca wiadomo jakim, ale być może ktoś w trakcie lektury dojdzie do jakiegoś przekonania w tym względzie. Nie ma jednak pewności, czy to przekonanie będzie zgodne z tym „co autor miał na myśli”. W końcu to fikcja. A poza tym to autor przecież zawsze się bawi czytelnikiem, wkręca i przekręca. Na końcu i tak wszystkiego się wyprze. Józef Mackiewicz w jednym z felietonów opowiada anegdotę o Kornelu Makuszyńskim, człowieku nad wyraz uczciwym, który jednak nie uniknął oskarżenia jednej pani, że „wszyscy pisarze, pana nie wyłączając, to oszuści”.

Oczywiście zapytacie, czy to będzie wydane, czyli czy to będzie można przeczytać. Bo ma to ze 400 stron i myślę, że będzie co czytać. Tego nie wiem, usiłuję zrozumieć coś z tego, jak to wszystko wokół działa i pewnie lepiej ode mnie wiecie, że nie, że to nie ma szansy być wydane. To nie tak napisane, nie takie, jak wszystko, co się „sprzedaje”, autor to nie wiadomo kto, wydaj se pan własnym sumptem, może się jedna księgarnia zainteresuje, hehehe, to nie jest w planach naszego wydawnictwa, nie ten profil. Ja oczywiście nie mam zamiaru tego wysyłać do żadnych wydawnictw i narażać się na tego typu traktowanie. W końcu muszę dbać o swój honor, pierwsze prawo skautowe zobowiązuje. Inaczej, kto mi zaufa? Mam jeden pomysł, taki bez pośredników, jak nie wyjdzie, to może przynajmniej Carrick wyda i będzie można kupić i przeczytać. No chyba, że ktoś przeczyta ten tekst i się do mnie zgłosi, mówiąc, że ostatnio pił wódkę z szefem Matrasu i że to załatwi. Ostatecznie może być ten Empik.

Jak widzicie nie napisałem wiele o czym jest powieść, zresztą chyba nie chcecie, bo przecież to byłaby z mojej strony straszna fopa.

No nic, nie pozostaje mi nic innego jak wyjść z tej szuflady i stanąć oko w oko z rzeczywistością. A tak w ogóle, to moglibyście zacząć komentować na blogu, hę? Wchodzicie tu w liczbie średnio ponad 1100 wyświetleń jednego posta i ani mru mru. Może opublikuję ;)

Wyszło krótko. Może to ktoś tym razem doceni....

4 komentarze :

  1. No proszę, krótko, rzeczowo na temat i jeszcze zapowiedź książki, którą można będzie zaraz wziąć do ręki i przeczytać ;) Super post i zainspirowałeś mnie tymi 52 książkami w rok, chyba zacznę liczyć ile ich czytam ...

    OdpowiedzUsuń
  2. A kiedy mniej więcej bd książka? Ja bym chciała już! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Miło mi. Ale bardzo trudno mi powiedzieć :(

    OdpowiedzUsuń