14 stycznia 2014

Przygody komisarza na Białorusi

W sierpniu 2009, tuż przed wyborem na komisarza, pojechałem na Adalbertusa do Błotnicy. Potem był Sejmik w Czarnej i tam poznałem Pawła Hrakovicza, naczelnika Skautów Europy na Białorusi i Pawła Kudrejkę, przewodniczącego. Obaj z Mińska. Wracałem z nimi do Warszawy razem z Bartkiem Mleczko. Wtedy zrodziła się myśl, że jak już zostanę tym komisarzem, to coś dla tej Białorusi trzeba będzie zrobić. Okazało się, że znam ordynariusza mińskiego, abp Tadeusza Kondrusiewicza. Zaproponowałem Białorusinom, że przyjadę na jesieni i razem pójdziemy do niego opowiedzieć o FSE. Od razu myślałem o tym, by zabrać ks. Jana Pawlika, który wszystkich na Białorusi znał i przed którym otwierały się wszystkie drzwi.

Ks. Jan Pawlik przyszedł do mojej parafii w Radomiu w 1984 r. Pamiętam, jak raz chciał mnie wyrzucić z zakrystii dlatego, że postawiłem sobie włosy na żel. Może się to wydać komuś trochę nieprawdopodobne, ale owszem, był kiedyś taki czas, że miałem włosy i w ramach jakiegoś tam buntu przeciwko władzy komunistycznej postawiłem je sobie. Nie do końca już pamiętam, jak doszło do tego, że wybrałem żel jako sposób oporu przeciwko obcej władzy, ale to nie jest tutaj istotne. Potem nasze relacje jakoś znormalniały. Ks. Jan puścił w niepamięć historię z włosami, a ja fakt, że chciał mnie nie dopuścić do służenia do Mszy. Od 1986 r. Tomek Szydło z ks. Janem zaczęli tworzyć w parafii Zawiszę, do której ja trafiłem dwa lata później. W sierpniu 1990 r. pojechałem z ks. Janem do Rakowa na Białorusi, wówczas to był jeszcze Związek Sowiecki. W listopadzie 2009 wracałem więc na Wschód po 19 latach upojenia Zachodem.

Pojechaliśmy samochodem przez Białystok, gdzie zrobiliśmy wizy, zaliczając wizytę w seminarium i gawędę do kleryków o skautingu. W Grodnie spotkaliśmy się z biskupem Kaszkiewiczem, któremu opowiedzieliśmy o Skautach Europy. Miałem też prezentację do wszystkich kleryków w tamtejszym seminarium. Trzy lata później, w 2012, w Grodnie powstało pierwsze środowisko FSE. Ruszyliśmy do Mińska, gdzie mieliśmy spotkanie z abp. Tadeuszem Kondrusiewiczem. Była Ola Harasewicz, naczelniczka FSE na Białorusi, był Paweł Hrakowicz i Paweł Kudrejka. Przyjechała też z Łyntup, świeżo tam przybyła i rozpoczynająca budowanie środowiska FSE, Ewa Bielecka, Polka z Podkarpacia.

O arcybiskupie Kondrusiewiczu krążą na Wschodzie legendy. Urodzony w Druskiennikach, teraz powiemy na pograniczu litewsko-białoruskim, kiedyś powiedzielibyśmy po prostu na Litwie lub Wielkim Księstwie. W 1990 został biskupem w Grodnie, założył seminarium, które przez 20 lat dostarczyło kilkuset księży miejscowych. Potem został arcybiskupem Moskwy. Ponoć był tak kontaktowy, tak sprawny w załatwianiu spraw Kościoła, tak wodził za nos cały wielki aparat rosyjski, że Putin ma już dość tego obrotnego biskupa i przy zmianie papieża wymógł przysłanie jakiegoś mnie czującego jak w Rosji się funkcjonuje Włocha. Abp Kondrusiewicz w ten sposób trafił do Mińska, czyli wrócił do Ojczyzny. Na śniadaniu w Kurii dwóch księży opowiedziało nam taką historię. Tuż po zainstalowaniu się w Mińsku, dzwoni do arcybiskupa sam prezydent Łukaszenka. „Ekscelencjo, musimy się spotkać.” „Wspaniale, w takim razie przyjadę”. „Ależ nie, to ja przyjadę”. Przyjechał prezydent do Kurii. Nie ma daleko. Od tego czasu, Kościół ma teren pozwolenie na budowę nowej kurii oraz 6 parafii w dzielnicach wielkich sowieckich blokowisk stolicy.

FSE na Białorusi zaczęło powstawać na początku roku 2000  z inicjatywy ksieży grekokatolickich w Mińsku. Potem była inicjatywa polskich dominikanów w Witebsku i Mohylowie. Za chwilę też powstało śrdowisko w Borysowie, które stało się takim matecznikiem szefów. W 2001 Kasia Sługocka, obecnie Kamińska, pojechała prowadzić tam obóz szkoleniowy dla dziewczyn, równolegle z obozem dla chłopaków, prowadzonym przez słynnego Thibault Massenę, Francuza. Witebsk i Mohylew upadły, bo Łukaszenka wyprosił jednego z ojców dominikanów, który się nami zajmował. Ostał się Borysów, z którego wywodzi się większość obecnego szefostwa. Przyjechali na Eurojam do Żelazka, zaczęli przyjeżdżać na obozy szkoleniowe do Polski i do Francji. Gdy pojechałem na Białoruś w listopadzie 2009 istniały w zasadzie tylko dwa środowiska: Borysów właśnie oraz tworzone świeżo przez Ewę Bielecką Łyntupy. Było też kilkanaście osób w Mińsku, głównie szefów i szefowe, studentów z Borysowa. No i tak się zastanawiałem, czy to w ogóle przetrwa.

Abp Kondrusiewicz przyjął nas z entuzjazmem, wyznaczył księdza odpowiedzialnego za kontakty, obiecał pomoc w „osłanianiu” skautingu przez Kościół wobec władz, wezwał do uczestniczenia w mundurach w diecezjalnych pielgrzymkach i spotkaniach młodych. Byliśmy zachwyceni. Zapowiadało się nieźle, wszystko było teraz w rękach naszego szefostwa na Białorusi. Miało się okazać, że ruszą dość zdecydowanie i z powodzeniem.
 
Rok później, w listopadzie 2010 postanowiłem powtórzyć wycieczkę i z ks. Janem objechaliśmy już o wiele więcej miast, gdzie jak grzyby po deszczu Ola i Paweł zaczęli tworzyć środowiska. Wszędzie mieliśmy spotkania i prezentacje dla rodziców i dla młodych. Byliśmy w Homlu, Borysowie, Mińsku, Iwieńcu, Postawach, Głębokim, Łyntupach. W Iwieńcu widziałem odremontowany przez franciszkanów kościół, który w 1990 pamiętam jako ruinę. Byłem wzruszony tym, że teraz nie tylko budynek był odnowiony, ale że w parafii działało prężne środowisko Skautów Europy - drużyna dziewczyn i drużyna chłopaków z wielkim poświęceniem tworzona przez ojca Lecha, franciszkanina spod Kozienic, a więc z mojej ziemi radomskiej. W Postawach poznałem ks. Witka, który był tam duszpasterzem FSE, a od kwietnia 2013 r. tworzy środowisko FSE w Boguchwale k. Rzeszowa. W Łyntupach widziałem to niesamowite środowisko, które stworzyła Ewa Bielecka tym swoim wielkim oddaniem.

Od tamtego czasu ruszyło Grodno. W maju 2011 z Frankiem Podlachą, Asią Maj i Magdą Świć poprowadziliśmy obóz szkoleniowy zielony. Jurek Żochowski, Franek Podlacha, Michał Fabiszewski jeździli na weekendy szkoleniowe dla drużynowych, takie Legwany. Potem dziewczyny z Białorusi zaprosiły Włoszki, które ich nauczyły jak robić biedronki. I w 2012 powstały biedronki na Białorusi. Na Harce Majowe do Czerska w maju 2012 przyjechał autobus skautów z Białorusi. Teraz na całej Białorusi jest ponad 250 Skautów Europy. Myślę, że można powiedzieć, nie obniżając poprzeczki oczywiście, że to jest duży sukces. Sukces, w którym mają udział Francuzi, Włosi, no i Polacy. Ale największy sami Białorusini. Są dobrze zorganizowani, dbają o wysoki poziom skautowy. Boże, błogosław Białorusi!

Przypominam, że na stronie azymut360.pl jest do nabycia rewelacyjny podręcznik technik skautowych Skautorama, z której pochodzi zdjęcie powyżej.