30 września 2014

Wielkie Nadzieje



Ten tytuł wziąłem oczywiście z Dickensa, który napisał książkę Great Expectations, co można też tłumaczyć jako „wielkie oczekiwania”, co pewnie lepiej oddaje to, o czym chcę tu napisać. Nie o literaturze bynajmniej. Ale o tym samym, co zawsze, czyli o nowym roku skautowym. On się zaczyna właśnie, czy już się zaczął, bo były te rozpoczęcia oraz Piotrkowice i Św. Krzyż, a wszystko, co się zaczyna niesie ze sobą właśnie WIELKIE OCZEKIWANIA.

Przede wszystkim to są WIELKIE OCZEKIWANIA dziewcząt i chłopców co do samej przygody wilczkowej, skautowej, czy wędrowniczej. Ponieważ wiemy, że w naszym ruchu najważniejszą sprawą jest to, co się wydarzy na sobotniej zbiórce gromady, zastępu, czy na weekendowej wędrówce kręgu lub ogniska, to rozumiemy, że to ona właśnie jest przedmiotem tych wielkich oczekiwań dziewczyn i chłopaków. A dokładniej ta banda przyjaciół, czy ona będzie fajna, czy ja się tam będę dobrze czuła, czuł, czy będziemy robili ciekawe rzeczy w ciekawy sposób. Wyobrażam sobie, ale może mam małą wyobraźnię po prostu, że oni wchodzą na ten Jarmark FSE albo przeglądają Skautoramę lub inne rzeczy w poszukiwaniu fajnych pomysłów. Teraz nie ma Eurojamu ani Harców Majowych, więc można samemu wszystko zaplanować od A do Z. Zastępowi z drużynowi piszą te plany, no, pewnie już napisali.

Potem są WIELKIE OCZEKIWANIA nowych zastępowych i nowych drużynowych, nowych szefów i szefowych jednostek. Żeby się udało. Żebym miał pomysły. Żeby mi się dobrze z dziewczynami lub chłopakami współpracowało. Żeby ta przygoda całego roku się udała. Żebyśmy doświadczyli jakieś radości serca, która powoduje, że chce się żyć, uczyć, pomagać w domu.

Wyobrażam sobie te WIELKIE OCZEKIWANIA rodziców. Być może ci, dla których to już jest kolejny rok dzieci w skautingu, to oni jakoś do tego podchodzą już spokojnie, ale ci nowi, to pewnie przeżywają, jest to dla nich nowe, pewnie czasem się denerwują na to czy inne nieogarnięcie, ale też mają wielkie oczekiwania, bo tyle się nasłuchali, że to takie dobre jest i tak dzieci motywuje.

Wyobrażam sobie też tych wiele, wiele innych WIELKICH OCZEKIWAŃ. Weźmy takie tradycyjne Forum Młodych w Andrzejki. Ostatnio sam słyszałem, jak dziewczyny nie pamiętam skąd, gdzieś z Polski, z wypiekami na twarzy komentowały między sobą: „O tak, tak, Forum Młodych w Warszawie! Jasne, że jedziemy, tam jest super!”. Więc wyobrażam sobie te WIELKIE NADZIEJE związane z tym Forum Młodych, że tam owszem, będą ciekawi spikerzy, coś tam podsłuchałem przy okazji, jakieś sławne nazwiska z pierwszych stron gazet, że czegoś ciekawego się dowiem, że jakiś nowy horyzont się otworzy, ale być może bardziej, że będzie świetne towarzystwo, że będą ci przystojni chłopcy i te ładne dziewczyny z klasą, że będzie ta legendarnie niesamowita zabawa andrzejkowa na kilkaset osób w strojach z fajną kapelą, tańcami.

A co powiedzieć o tych WIELKICH NADZIEJACH tych wszystkich osób, rodziców, młodych szefów, zaczynających skautową przygodę w nowych środowiskach, takich jak np. Łódź, Olsztyn, Toruń, Gdańsk, Sopot, Gdynia, Poznań, Szczecin, Kamień Pomorski, Siedlce, Oświęcim, Jasło, Łomża? Wielu z nich było przed chwilą po raz pierwszy w Piotrkowicach, na Św. Krzyżu, wrócili zachwyceni, zmotywowani, umocnieni w swoich świeżych zamiarach. Dopiero teraz zaczną zbiórki z wilczkami, czy tworzenie zielonej gałęzi od zera, tak nie wiadomo skąd nagle, ot! Takie podwórko po prostu, nic nie było, a już jest, wiecie już doskonale, jak uwielbiam ten motyw i się wzruszam po prostu na samą myśl. Przypomina mi się wtedy zawsze Warszawa w roku 2000, nie było nic, jak myśmy o tej Warszawie marzyli, a potem telefon od jednego księdza, byłem wtedy naczelnikiem, jak zawsze niezbyt rozgarniętym chłopakiem z Radomia, marzyliśmy o tej Warszawie, bo już przecież od 9 lat byliśmy w niej, studiowaliśmy, mieszkaliśmy, pracowaliśmy i co? i nic, zwyczajnie niepoważne, o jak bardzo niepoważni byliśmy, aż strach o tym myśleć, poszedłem na spotkanie z Bartkiem Mleczko, świeżo upieczonym wtedy namiestnikiem zielonym, i w efekcie ta brygada chłopaków na Św. Krzyżu z Marcinem Malickim, Frankiem Podlachą, Wojtkiem Przybylskim i innymi, no, nie pamiętam dokładnie, czy oni wszyscy byli, ale potem od razu, jak z bata strzelił, drużyna chłopaków, drużyna dziewczyn, tak od zera, szefowie, szefowe bez obozów szkoleniowych, to przyszło potem, ale już była ta dynamika tej bandy podwórkowej i to jakiej bandy, pogadajcie z nimi, Bartek się uwijał jak mógł, żeby im pomóc, szkolił, no i proszę, jak się uwinął i oni wszyscy, i nagle, po kilku latach, okazało się, że są tak skautowi, że często bardziej od nas, mówię, od nas z Radomia, bo przecież, co my tam wiedzieliśmy wtedy, jaka radość, że ten skauting jest prosty, że przychodzą nowi ludzie i szybko rozumieją, wiele aspektów odkrywają szybciej niż my, Boże, dzięki, że tak to działa, no i teraz po 14 latach tyle owoców. Więc myślę o tym Górnym i Dolnym Śląsku, Wrocławiu, Krakowie, Lublinie, Radomiu i wszystkich innych miejscach, gdzie od dawna jesteśmy, że tam też te WIELKIE NADZIEJE, że ruszamy w nowej parafii, zaczynamy kilka nowych jednostek na raz i ten dech w piersiach, który ustaje czasem temu hufcowemu, hufcowej, czy to się uda, czy to się utrzyma, czy te osoby, często nowe, to dobrze zrobią, czy mi się nie posypie to, co już od dawna działa. I te wszystkie miejsca, gdzie chcemy zacząć, jak np. Zielona Góra, Gorzów Wlkp, Piła, Słupsk, Koszalin, Elbląg, Rzeszów, Tarnów, Częstochowa, Kalisz, Opole, Sieradz, znów można by wymieniać i wymieniać….

Tyle tych WIELKICH OCZEKIWAŃ w całej Polsce, w każdym środowisku, w każdym mieście, w każdej rodzinie, w każdym sercu związanych z naszym skautingiem, który przecież nie jest „poważną” organizacją, ale wielkim pospolitym ruszeniem tych, którym się chce, wielkim podwórkiem, wielką bandą nastolatków dowodzoną przez bandę dwudziestolatków, których my wszyscy dorośli wspieramy jak możemy, uważając za największy zaszczyt, że możemy wystąpić w roli ich asystentów, tym samym, jakby niewidocznie pomagając w ich formacji, w ich wejściu w dorosłe życie.

Ileż WIELKICH OCZEKIWAŃ tych dwudziestolatków właśnie, tych młodych szefów, żeby to wszystko udało się pogodzić ze studiami, znalezieniem pracy, żeby mama w końcu doceniła („pomyśl w końcu o sobie, synu”), że to sprzyja, pomaga w tym starcie do dorosłego życia, WIELKIE NADZIEJE na spotkanie tej lub tego, z którym, którą potem całe życie, o to dopiero będzie przygoda, nie to, co ten skauting, z całym szacunkiem lub może Pan zapyta „czy kochasz mnie więcej aniżeli ci” i poprowadzi tam, gdzie się komuś nawet nie śniło.

A ileż WIELKICH NADZIEI tych 20-latków, którzy właśnie przyszli z „ulicy”, nigdy nie myślałem, nie myślałam, że ten skauting to może być dla mnie, a teraz takie odkrycie, że można pomagać w gromadzie, w drużynie, że można tak zacząć, od razu, bez „wielkiego oczekiwania”, na które już się nie ma w tym wieku czasu, bo ruszyła wielka lokomotywa życia, młodego jeszcze, ale które ciągnie do przodu w tak oszałamiającym tempie, i właśnie tego pędu odrobinę, tej energii, która się zaczęła wreszcie uwalniać, gdy człowiek wkracza w tę młodą, rześką, pełną fantazji dojrzałość, czy zaczątek dojrzałości, że chce dawać, nie chce być małym chłopcem lub małą dziewczynką, której się pokazuje palcem, tylko chce wypróbować własnych sił, czyta, słucha, podpatruje i już po 2 miesiącach wie wszystko, a czasem lepiej niż niejeden, cieszy się okazanym zaufaniem, które w nim wyzwala prędkość kosmiczną, wiem, że mi nie do końca chcecie uwierzyć, ale za dużo widziałem i doświadczyłem, orły nie wchodzą po schodach, owszem, niektórzy muszą po tych schodach, ale to nie orły wtedy, więc to nie problem, tylko nie bać się szybko i dobrze rozeznać, dać dużo, poświęcić czas, przegadać 3 noce, wyjść ze swej wygody, zaufać, zaufać, zaufać…..

Ileż WIELKICH NADZIEI nas wszystkich, którzy trudzimy się od 25 lat, niektórzy od 30, że ci młodzi pójdą dalej, wyżej, lepiej, że nie będzie takiej parafii, wielkiego miasta, ba! miasta powiatowego małego i tyluż wsi i miasteczek bez tej bandy podwórkowej, która będzie zmieniać świat wokół siebie. Ileż WIELKICH NADZIEI, że zmienimy ten świat właśnie w tak prosty sposób, bez wielkich pieniędzy, bez ogromnych budżetów na promocję, bez dojść, układów, tak po prostu, z ulicy, pozostając zawsze tym, czym byliśmy, gdy zaczynaliśmy całą zabawę, gronem prostych dziewczyn i chłopaków z podwórka.

Mamy, rzecz jasna, całą masę „małych” WIELKICH OCZEKIWAŃ bardzo konkretnych, wymiernych, że w końcu na czas będą rozliczenia, że ktoś mi zwróci pieniądze, że zacznie funkcjonować jakaś strona internetowa, że będzie mnóstwo chętnych do pisania w Gnieździe i Przestrzeni, że ktoś w końcu zacznie odpisywać na maile, odpowiadać na telefony, że w końcu skończy to, czego się podjął, że nakręcimy ten film, opublikujemy te książeczki, że rodzice zaczną przychodzić na spotkania, że Sanepid przestanie robić problemy z miejscem na zimowisko lub obóz, że hufcowy w końcu mnie doceni, że namiestniczka dostrzeże, że będę mógł długo pogadać na osobności z naczelnikiem, że znajdę opiekuna – starszego brata, starszą siostrę, która mnie będzie naprawdę rozumieć, że nareszcie będę miała ten Fiat albo miał ten Wymarsz, dostanę ten patent, że znajdziemy fajnego kandydata na tę czy inną wakującą funkcję lub na swojego następcę za rok, że w końcu doczekam chwili, że na moim obozie przez cały czas będzie ksiądz, że proboszcz w końcu dam nam jakiś lokal na przechowanie sprzętu, że zmotywuję się do codziennej chwili osobistej modlitwy, że zacznę częściej chodzić na Mszę Św., że odkryję Pana Boga tak osobiście w moim życiu codziennym, że nareszcie nauczę się tego francuskiego, że pojedziemy na ZZ do Rzymu albo na wędrówkę do Szwecji, dzięki temu że Wizzair lub Ryanair zrobi bilety za 50 zł, że zastępowi nareszcie zaczną funkcjonować jak prawdziwi zastępowi, że przyjdą nowi ludzie, kandydaci na przybocznych i szefowe, szefów, że znajdę fajnego rodzica na szczepowego, że uda nam się ustalić z Komitetem Organizacyjnym ŚDM Kraków 2016 odpowiadającą naszej pedagogice formułę udziału, że będziemy mogli coś wielkiego zrobić dla tego miliona młodych z całego świata, że będzie te 6 Tysięcy w 2020 roku, a może nawet wcześniej…

Moglibyśmy listę tych WIELKICH i mniejszych NADZIEI kontynuować w nieskończoność. W końcu takie są wszystkie nasze marzenia, pragnienia, nadzieje i oczekiwania, taki mają charakter, przenoszą nas w wieczność, nieskończoność, pozwalają przekraczać to, co tu i teraz, nadając równocześnie temu tu i teraz sens i jakieś minimalne znaczenie. Sprawiają, że nam się chce.
 
Już się nie mogę doczekać, co ten nowy rok przyniesie, jakie Wielkie Nadzieje spełni....