31 lipca 2015

I dla chłopców i dla dziewcząt. Skauting


Są wakacje, więc pomyślałem, że muszę coś w końcu napisać. Np. o tym, że skauting jest tak samo dla dziewcząt, jak dla chłopców. Albo inaczej. Tak samo jest dla chłopców, jak dla dziewcząt. Nie do końca wiem, jak to się dzieje, że ktoś czasem potrafi skomentować, że tak nie jest, „bo przecież Baden-Powell napisał „Skauting dla chłopców””. Miałbym ochotę stanąć z nim na ubitej ziemi, gdyby nie fakt, że mam żonę i dziecko. Tak jakby całe 100 lat praktykowania skautingu przez dziewczęta było nieważne i nie tworzyło zupełnie nieodwracalnych faktów, poza tym, że przynosi niesamowite owoce wychowawcze. Nieraz czytaliśmy z Marysią "Wskazówki dla skautmistrzów" Baden-Powella, zamieniając słowo "chłopiec" na "dziewczyna" i wszystko pasuje jak ulał. No może oprócz tej bójki.

Więc jest sobie ten skauting tak samo dla dziewcząt, jak i dla chłopców. Pedagogika trzech gałęzi, 16 elementów (5 celów, 5 motorów, 6 wymiarów), przygoda, obozy, wędrówki, techniki harcerskie, wszystko, wszystko jednym słowem, jest i dla chłopców i dla dziewcząt. Fakt, że dziewczęta mają swoje jednostki, a chłopcy swoje, czyli, że nie ma koedukacji, gwarantuje nam, że dziewczęta będą robić po dziewczęcemu to, co chłopcy robią po chłopięcemu. I tyle. No, może poza takim naprawdę fizycznym „trzaskaniem się”, jak to się mówiło w moich czasach lub „klepaniem”, jak to się mówi obecnie. Ale przecież dziewczęta też mają swoje gry, w których występuje jakiś kontakt fizyczny. Na Eurojamie 2014, co jest na filmie, wszyscy widzieliśmy z jaką gracją i po dziewczęcemu grają w ten cały „Bawarski traktor” i w ogóle nie ma problemu. Mają czasem problem chłopcy, którzy myśleli, że ten traktor jest taki „męski”, ekskluzywnie dla nich zarezerwowany. Otóż nie jest. Z drugiej strony, na tym filmie widzimy te wszystkie dziewczęce zabawy ze staniem w kręgu, obracaniem się i klaskaniem albo przechodzeniem, jest tego pełno. Nie pamiętam, żeby chłopcy się w to bawili. Ale w końcu mogliby. Po chłopięcemu. Pewnie zamiast klaskania byłoby jakieś zmaganie fizyczne. W każdym razie większość rzeczy ustawia się naturalnie, dzięki temu, że chłopcy mają szefa chłopaka, a dziewczęta szefową dziewczynę.

Różnice są w stylu (dziewczęcym lub chłopięcym) i proporcji używanej siły fizycznej. A nie w wyodrębnieniu materialnych czynności, co do których byłby zakaz typu: to dla dziewcząt, nie dla chłopców lub odwrotnie. Inaczej, szczególnie w zielonej gałęzi dziewcząt, ryzykujemy likwidację całej pedagogiki przygody. Nie raz słyszałem, że może dziewczyny nie powinny robić takiej pionierki z platformami. A potem widziałem setki razy, jak dziewczęta potrafią je lepiej zbudować niż chłopcy, nie katując się przy tym, a urządzając sobie całkiem wychowawczą przygodę. Więc nie rozumiem, dlaczego miałby nie budować.

Słyszałem też nie raz, że obozy letnie są dla dziewcząt wykańczające fizycznie. Zwykle towarzyszył temu komentarz: „Bo jednak ten skauting dla dziewcząt to nie powinien być taki, jak dla chłopców”. A ktoś dopuszcza, żeby obozy letnie były wykańczające dla chłopców? W każdym przypadku nie należy przesadzić, bez różnicy, czy chodzi o dziewczęta, czy chłopców. Myślę zatem, że ktoś po prostu stosuje źle naszą pedagogikę, a nie że skauting nie jest dla dziewcząt, tak jak jest dla chłopców. Że drużynowa, czy drużynowy nie ma wyczucia i roztropności, by dostosować rytm życia obozowego i zajęć do możliwości fizycznych dziewcząt lub chłopców, jednocześnie osiągając pożądany efekt wychowawczy. Dać popracować i zmęczyć, ale też dać się wyspać i odpocząć. 

Słyszałem też kiedyś, jak ktoś mówił, że dziewczęta nie powinny robić gier nocnych. Tak, jakby nie można było zrobić gry nocnej z całym ładunkiem przygody i wyzwania, jakie niesie ze sobą las w nocy w taki sposób, by dostosować to do możliwości dziewcząt. Tak samo, jak trzeba dostosować do możliwości chłopców. Bo przecież nie robimy z chłopców w wieku 12 lat komandosów służb specjalnych.


Myślę, że tak samo, jak nie powinniśmy z chłopców w wieku 12-16 lat robić małych komandosów i twardzieli, nie powinniśmy też z dziewcząt robić panienek z pensji. W obu przypadkach chodzi o łagodny ideał pewnej dzielności na miarę nastolatka, już dość dobrze naturalnie określony w całym programie harcerskim. Wystarczy robić wszystko, co zawiera się w 16 elementach. Co oczywiście jest podatne na mniej lub więcej, na lepiej lub gorzej. W końcu dużo od szefa i szefowej i od ich talentu pedagogicznego zależy.

Że dziewczęta nie powinny z rozstawionymi szeroko nogami wznosić okrzyków ochrypłym głosem, na całe gardło, trochę wzorując się na chłopakach. Zgadzam się w 100%. A chłopaki to tak powinni? To takiego modelu „żulersko-kibicowskiego” chcemy dla chłopców? I to z takim modelem mamy porównywać styl zachowania dziewcząt? No chyba nie. Chłopcy, żeby być mężczyznami, zachowują się dzielnie, pracowicie, odważnie, rycersko i uprzejmie, solidnie pracując, nie potrzebują dodawać sobie animuszu udając "ziomala". 

Zbyt często w toku dyskusji o skautingu dla dziewcząt, zarówno szefowie, jak i szefowe, nie dostrzegają, że niepostrzeżenie przypisują chłopcom wszelkie „twardzielsko-komandosko-żulerskie” style, uznając je za normalne, nie podejmując polemiki z tym stylem, jako odpowiednim dla chłopców. To nie jest dobre tło do porównań. Ale jasne jest, że jeśli już dziewczęta miałby uważać na coś, to na pewno na to, by nie naśladować nazbyt rozwydrzonych chłopięcych zachowań. To owszem. Ale byłoby pomyłką rozumowanie w stylu: mamy być kobiece, więc nie budujemy platform lub nie robimy fabuły "Krzyżowcy".

W ten sposób doszedłem do tego, że wszelkiej refleksji o pedagogice dziewcząt musi towarzyszyć podobna refleksja o pedagogice chłopców. Nie może być tak, że zakłada się niedyskutowalny model skautingu dla chłopców i z jego perspektywy, z góry, z pewnym pobłażaniem ocenia się skauting dla dziewcząt. Trzeba myśleć o obu naraz. Bo o tym kim jest kobieta trzeba myśleć w kontekście tego, kim jest mężczyzna i na odwrót. Nie może być tak, że mężczyzna to po prostu „człowiek”, a kim jest kobieta to należałoby dopiero się jakoś zastanowić. Podobnie ze skautingiem. Nie może być tak, że skauting dla chłopców, to „skauting”, a czym jest skauting dla dziewcząt to należałoby to dopiero odrębnie wymyślić. Ryzyko rozjechania się jest gwarantowane. Będziemy mieli do czynienia z niedojrzałym definiowaniem w stylu „skauting dla dziewcząt” to musi być coś innego niż „skauting dla chłopców” i będzie miało miejsce likwidowanie arcysensownych narzędzi tylko dlatego, że jakoś się od chłopaków trzeba odróżnić. Albo jacyś nie do końca roztropni chłopcy mogliby zacząć taki model tworzyć, w którym muszą być „męskimi mężczyznami” i ustawiać wszystko na zasadzie „tylko nie tak jak u dziewczyn”. Mądrość doradza uczenie się od siebie nawzajem.

Wydaje mi się, że na poziomie żółtej i zielonej gałęzi wszystkie elementy naszej pedagogiki muszą grać równorzędnie u chłopców i u dziewcząt. Powtarzam, fakt, że dziewczęta mają szefową, która jest dziewczyną, wystarczająco gwarantuje, że nie będzie jakiegoś niedojrzałego powielania stylu chłopaków. No, chyba, że ta szefowa ma coś źle ustawione. Podobnie, jak może mieć źle stawione w głowie drużynowy, który robi z chłopców komandosów. To się może zdarzyć. Ale w żadnym przypadku nie możemy likwidować przygody dla dziewcząt pod pretekstem, że szukamy skautingu bardziej „kobiecego”. Cnota "męstwa", jedna z czterech cnót kardynalnych, jest jak najbardziej kobieca. 

Już sam dyskurs „kobiecy” nie do końca jest odpowiedni dla dziewcząt w wieku 12-16 lat. W tym wieku jest po prostu „dziewczęcość”. To dopiero od czerwonej gałęzi, od wieku 17 lat, należałoby delikatnie zmieniać akcent właśnie na kobiecość. Z kim nie rozmawiam, kto ma córkę w wieku lat 12-16, to mi potwierdza, że mówienie wtedy do nich o „kobiecości” nie jest najlepszym pomysłem. To widać wyraźnie, jeśli chodzi o fabuły obozów i gier. Jeśli dziewczyny chcą, to nie ma problemu, żeby miały fabułę "Dzikie pola" na podstawie Sienkiewicza. W końcu nastolatki chyba to wciąż czytają. Więc bawienie się w rycerzy kresowych i kozaków nie będzie "niekobiece", tak jak np. Francuzki bawią się w Trzech Muszkieterów. Nie mówiąc już o bardzo rycerskiej Joannie d'Arc. Byłoby dziwne, gdyby w imię specyficznie rozumianej "kobiecości" oddzielać dziewczęta od ważnych motywów kultury narodowej. W drugą stronę też to działa, w imię "męskiej przygody" u chłopaków nie można się zgodzić na każdą fabułę np. Rambo i Wietnam. Tak samo jest problematyczna wartość pedagogiczna u dziewcząt fabuły "101 Dalmatyńczyków", jak u chłopaków fabuły "Psy". Kwestia wykorzystania do fabuł motywów z kultury masowej jest osobną kwestią, do której może kiedyś wrócę. 

I znów, trzeba zrobić analogię do myślenia o chłopcach. Czy na pewno w wieku 8-16 lat mamy tak mocno akcentować „męskość”, czy „bycie mężczyzną”? Czy nie jest o wiele bardziej odpowiadająca pedagogice, szczególnie zielonej, „chłopięca” przygoda, bohaterstwo, dzielność, podobnie jak u dziewcząt w wieku 12-16 „dziewczęca” dzielność, radość, etc.? Czy podobnie jak u dziewcząt na kobiecość, akcent u chłopców na „bycie mężczyzną” nie powinien bardziej padać w czerwonej gałęzi, czyli w wieku 17 lat? Ja nie mówię, że wcześniej ma go zupełnie nie być. Chodzi mi o stawianie akcentów zgodnie z etapem rozwoju.




Nie wydaje mi się bowiem, że mamy aż tak mocno podkręcać „męskością” lub „kobiecością” cały nasz naturalny ładunek pedagogiczny zawarty w 16 elementach. Życie obozowe, eksplo, przygoda w zastępie sama z siebie już wystarczająco czyni „mężczyzną” lub „kobietą”. W końcu najważniejsze jest przykład młodego mężczyzny-szefa oraz młodej kobiety-szefowej. To wszystko załatwia. Owszem, potem, w czerwonej gałęzi przychodzi czas na pewne, jakby to powiedzieć?, „dołożenie” akcentów. To wtedy zaczyna rozkwitać dojrzałość, to wtedy człowiek staje się „młodym człowiekiem”, a nie tylko już dziewczyną lub chłopakiem. Strasznie fajna jest ta inteligentna pedagogika okresów wiekowych, czyli gałęzi, bo dostarcza szybkich i prawidłowych intuicji.

Ale również w czerwonej gałęzi, to dołożenie akcentów, nie ma prowadzić, pod pretekstem „kobiecości” lub „męskości” do rozmontowania podstawowych intuicji pedagogicznych dotyczących pedagogiki czerwonej gałęzi lub pracy w kręgu szefów lub ognisku szefowych. Wciąż obowiązuje 5 celów, wciąż trzeba mądrze dostosować myślenie o 5 motorach i 6 wymiarach, choć uwaga, moim zdaniem, na używanie analogii z „zastępem” lub „systemem zastępowym”, bo to jednak powinno być zarezerwowane dla zielonej gałęzi, inaczej schodzi się na jakieś manowce. Z szefami nie pracuje się, jak z zastępem, analogii i nazewnictwa lepiej szukać w młodej drodze.

Tu też musi się znaleźć, mądrze dozowany, wysiłek wędrówki, styl obozowy, gotowanie na ogniu, spanie w namiocie, nie uciekanie do lokalu przy każdej okazji, nawet jak w nim śpimy, bo zimno, tylko usilne poszukiwanie przebywania na świeżym powietrzu. Może ten maj i wrzesień jeszcze nie jest jednak za zimny na spanie w namiotach. Ale rozumiem, że wypadałoby zainwestować w puchowy śpiwór, co często jest uznawane za nieopłacalne, bo jeśli w 99% spanie pod namiotem ma miejsce w ciepłych miesiącach letnich, to po co ten drogi śpiwór kupować. Trudno się nie zgodzić, jednocześnie trudno nie wyrazić żalu, że coraz więcej wędrówek, czy to młodych, czy to szefowych i szefów, ląduje w szkole, zamiast po namiotem przy jeszcze znośnej temperaturze. Pamiętam, że raz, na samym początku, był rok 1995, pielgrzymkę na Św. Krzyż odbyliśmy pod koniec października, zamiast końca września. Było zimno. Ale spaliśmy w namiotach, natomiast zadbaliśmy, żeby był dostęp do jakiegoś ciepłego lokalu na umycie się. Gotować i jeść staraliśmy się jednak na zewnątrz. Więc nie chodzi o uprawianie „survivalu” na mrozie, ale o mądre dostosowanie tak, by stało się zadość i stylowi skautowemu, stylowi wędrówki i żeby nikt się nie skarżył na przesadne zimno.

Nasz skauting jest bardzo chłopięcy i bardzo dziewczęcy. Nasza pedagogika w sposób naturalny, bez niepotrzebnego "podkręcania", prowadzi do wychowania 100% mężczyzny i 100% kobiety.


Wrócę do tematu w kolejnych artykułach.

2 komentarze :

  1. Przepraszam ale skrytykuję ;)

    Tekst mało odkrywczy i bardzo ogólnikowy. Słabym argumentem za czymkolwiek jest to, że coś istnieje 100 lat i w związku z tym trzeba to akceptować, gdyż nastąpiły nieodwracalne zmiany. Ateizm funkcjonuje znacznie dłużej. Jeśli coś jest złe to należy temu przeciwdziałać, a nie się dostosować. Jeśli skauting dla dziewcząt jest dobry to można znaleźć o wiele lepsze argumenty, jak chociażby wyrabianie owej dzielności i zaradności niewieściej tak opiewanej w Piśmie Świętym. Zabrakło głębszej analizy tematu, spodziewałem się po Tobie więcej. O ile w środowisku warszawskim dziewczęta działają bardzo po swojemu, to słyszało się nie raz o jednostkach żeńskich, w których starano się naśladować jednostki męskie. Zgadzam się z tym, że dziewczęta mogą robić skauting po swojemu, a chłopcy po swojemu. Niech tak będzie. W samym tekście trochę mało pomocnych wskazówek właśnie w tym kierunku.

    Widzę przesadną chęć zmiękczenia wizerunku mężczyzny i maskulinizacji wizerunku kobiety. Oczywiste jest przecież, że skauting poprzez kontakt z przyrodą, opiekę nad młodszymi, rozwija w mężczyznach dobrą wrażliwość. Z drugiej strony nie ma nic złego w tym aby byli oni "twardzi" i mieli inny styl (który nazywasz na wyrost "żulerskim") niż dziewczęta. Nie rozumiem po co dziewczęta na siłę "wysyłać na wyprawę krzyżową" i zachęcać do agresji (fizycznego kontaktu). Niektórych rzeczy nie da się pogodzić. Jeśli z kobiet zrobimy zbyt silne i wojownicze babochłopy, rycerskość mężczyzn stanie się anachronizmem. Jeśli do tego dążymy to okej, osiągniemy wtedy społeczeństwo androgyniczne, albo jeszcze lepiej, całkowicie wykoślawione z agresywnymi kobietami i wycofanymi mężczyznami (co właściwie pomału się dzieje). Chrześcijaństwo zaproponowało model kulturowy kształtowania męskich i kobiecych dusz do nieco innych, szczególnych zadań, i to jest bardzo dobre. Współczesna kultura nastawiona jest na materializm i konsumpcję, i nie jest to chrześcijański ideał realizowania Królestwa Niebieskiego. Warto to dostrzegać, aby zbyt pochopnie nie ulec zmianom, które mogą w wzmacniać procesy rozkładu naszej cywilizacji.

    I wreszcie ostatni problem to ograniczenia fizyczne. O ile rzeczywiście mężczyznom przydałoby się czasem trochę hartowania i spania pod namiotami również w trudnych warunkach atmosferycznych (np. w zimie), o tyle organizm kobiecy jest tutaj o wiele wrażliwszy i w pewnych sytuacjach wyborem powinno być jednak zdrowie dziewcząt, a nie udowadnianie za wszelką cenę, że kobiety nie będą gorsze. Powikłania zdrowotne mogą być później bardzo dotkliwe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwe to ja się zgadzam z tym, co napisałeś. Mnie chodzi o pewną metodę. Ja kwestionuję wyodrębnianie "materialnych czynności" jako podstawy do różnicowania skautingu dla dziewcząt i skautingu dla chłopców. Mam na myśli mówienie typu: dziewczęta nie powinny budować platform, nie powinny robić gier nocnych, nie powinny spać w igloo, nie powinny robić fabuł z rycerzami, etc. Twierdzę, że to duży błąd, bo to w sposób nienaturalny likwiduje narzędzia wychowawcze i przygodę zielonej gałęzi. Jeśli dziewczęta chcą to mogą spać w igloo. Niech to zrobią tak, by nie ucierpieć. Chyba można to zrobić tak, by nie ucierpieć, czy nie? Jeśli nie można, to w takim razie na jakiej zasadzie chłopcy śpią w igloo? Zgadzamy się, żeby ucierpieli? No chyba nie....Zatem dziewczęta robią te gry nocne, budują platformy, rąbią siekierą drewno, etc. Grunt, żeby to robiły po "dziewczęcemu", czyli naturalnie, nie siląc się na bycie kimś innym. Ja myślę też, że nasza pedagogika, odkąd nie ma musztry i całego tego quasi-wojskowego drylu, czy dyscypliny, a jest szacunek dla autonomii zastępu i roli zastępowej, odkąd nie ma tego pokrzykiwania "oboźnej" na cały las, jest o wiele bardziej "antropologicznie" pasująca do dziewcząt, do ich, hmmm.... mam nadzieję, że nikt się obrazi, delikatniejszej emocjonalności, która charakteryzuje się pewną niestałością nastrojów. Liczy się o wiele bardziej z tym niż to "chłopięce" wjeżdżanie na ambicję, tego całego "chłopaki nie płaczą", etc. Dziewczyny płaczą jak najbardziej, nawet dobrze jak sobie popłaczą i wyżalą się i jak szefowa, zamiast takiego "męskiego", wojskowego drylu, osiąga efekt wychowawczy nieco bardziej subtelnymi metodami, liczącymi się właśnie z tym podleganiem przez dziewczęta zmiennościom nastrojów. Długo by można.

      Usuń