05 października 2015

Lubię rugby


Oczywiście lubię oglądać, a nie grać osobiście, bo jakoś od wczesnych lat dzieciństwa uznałem, że nie bardzo nadaję się do zmagań fizycznych. Co prawda byłem na kilku treningach judo, bo Zbychu mnie zaciągnął, a potem na kilku treningach karate. Ale jak na tych ostatnich zobaczyłem, jak Rafał Grudzień prał kogoś, czy jego prali, już nie pamiętam, to nie pojawiłem się tam nigdy więcej. Przydało mu się to w życiu, mnie nie. Nie lubiłem więc nigdy tego, co Baden-Powell pisze, że chłopcy lubią, czyli bójki. No, ale byłem pewnie jakimś wyjątkiem, bo normalnie jednak to chłopaki uwielbiają zmagania fizyczne, co widać np. na filmie z Żelazka jak grają w manzo. Nie wiem co prawda, czy manzo przeszło test bezpieczeństwa, z tego co wiem, to nie (ech, żegnajcie stare, dobre czasy....), więc boję się, że rugby też może nie przejść. No cóż, okrutny jest ten świat niestety, już tego poziomu ryzyka nie akceptuje. Całe szczęście, że we Francji jeszcze akceptują i na Eurojamie mogłem przypatrywać się meczom rugby na wielkiej polanie. Na filmie zmontowaliśmy ujęcie spektakularnego przyłożenia. To jednak chyba inny efekt wychowawczy się osiąga niż jak Włosi grają w dwa ognie. Chociaż Włosi mają całkiem godną reprezentację rugby.

W każdym razie oglądam teraz namiętnie, odbywający się co 4 lata, Puchar Świata w rugby. 20 najlepszych drużyn przez półtora miesiąca zmaga się na stadionach Anglii. Oczywiście liczą się, jak zwykle Nowa Zelandia, Australia, RPA, Walia i Francja. Nieźle idą Argentyna i Japonia. Anglia już odpadła. Reszta aż tak się nie liczy, za to gra bardzo ładnie, np. taka Tonga albo Samoa. Niby jest jeszcze Irlandia, ale ja w nią nie wierzę. Ja kibicuje, jak zwykle, Francji, bo zakochałem się w rugby, gdy studiowałem w Paryżu i moi koledzy wyjaśniali mi cierpliwie zasady. Już ich nie pamiętam, tzn. nie wszystkie, tylko te podstawowe, które pozwalają mi śledzić mecz i mieć satysfakcję. Nie do końca wiem, kiedy jest faul i dlaczego raz sędzia dyktuje młyn, a raz karnego, a innym razem wznowienie z ręki. Nieważne, ufam, że zna się na tym bardziej niż ja i wie, co robi. Najważniejsze, że wiem, że trzeba się posuwać do przodu, podając piłkę do tyłu. Do przodu można tylko kopać. No i trzeba zdobywać metr po metrze, wbijając się w przeciwnika, przesuwając się metr po metrze, aż do linii końcowej, kiedy jest przyłożenie, czyli TRY. Nie mam zamiaru tu tłumaczyć zasad, jak kogoś interesuje, może sobie zerknąć na Wikipedię. 

Lubię rugby właśnie z powodu tego mozolnego zdobywania metra po metrze na podstawie tej dziwnej zasady rzucania do tyłu. Jest to tak piękne, proszę popatrzeć na oficjalne skróty meczu Nowa Zelandia-Argentyna, że aż dech zapiera i jest o wiele bardziej emocjonujące niż piłka nożna. Albo te popisy szybkości i zwinności Argentyńczyków w meczu z Gruzją. Polecam skrót. A już jeśli chodzi o kulturę i fair play to w ogóle nie ma o czym mówić. Jest taka definicja, że piłka nożna to gra dla dżentelmenów grana przez chamów, a rugby na odwrót. I coś w tym jest. Zmagania są straszne. Wbiją się w siebie, walą na siebie, a jednak nie ma chamstwa, jest szlachetna walka, rzadko kiedy ktoś ucierpi poważnie. Sędziowanie jest tak dokładne, tak uczciwe, tak transparentne, że aż nie rozumiem, dlaczego nie mogłoby tak być w piłce. Np. w rugby jest wszystko na kamerach, są sędziowie przed tymi kamerami i sygnalizują sędziemu głównego sytuacje, których on nie widział. I jak akcja się zatrzyma, to sędzia główny wraca do tej sytuacji sprzed kilkunastu sekund i sprzed wielu metrów i jest kara za zagranie nie fair. Sędzia główny ma mikrofon i tłumaczy zawodnikom powody swoich decyzji. Można również usłyszeć, jak ich stanowczo upomina. To jest naprawdę klasa. Warto więc rugby oglądać nie tylko dlatego, że jest po prostu widowiskowe, autentyczne, ale też dlatego, że jest bardzo sportowe i bardzo dobrze sędziowane.

Rugby jest bardzo zespołowe. Każdy musi znać i pilnować swego ustawienia, bo inaczej to robią się dziury i przeciwnik wchodzi jak w masło i biegnie do linii końcowej. Ale też jest miejsce na indywidualności, jak ktoś z poświęceniem rzuca się na przeciwnika z piłką, by go zwalić z nóg. Albo jak dokonuje cudów omijając lub odpychając przeciwnika, podążając z piłką w kierunku linii końcowej. Jest zatem miejsce na popisy indywidualne, ale mądre, z wielkim poczuciem odpowiedzialności, bo jest świadomość, że mogą one drogo kosztować. Albo karnym w obronie albo utratą piłki w kulminacyjnym momencie. 

Ma więc rugby wielkie walory wychowawcze, szczególnie w porównaniu z piłką nożną, jej celebryctwem, gwiazdorstwem, chamstwem. Np. jest niesamowite, że zawodnicy nie pyskują sędziemu. Co jest zasadą w rugby, jest wyjątkiem w piłce. Jest bardzo duża szlachetność. Po meczu jedna drużyna przepuszcza przez szpaler drugą, oklaskując ją, potem na odwrót. Jasne, że czasem nerwy puszczają i w rugby i jakieś przepychanki mają miejsce, jest to jednak bardzo rzadkie i dla wszystkich bardzo jasne, że nie na miejscu. Więc tak ogólnie, cały establishment rugby, zawodnicy, trenerzy, ale też media i dziennikarze, zajmujący się rugby wprowadzają wielką kulturę do tej gry. Ostatnia ciekawa rzecz, to fakt, że np. we Francji, przynajmniej do niedawna rugby było amatorskie. Czyli typowy lokalny rzeźnik, piekarz, kierowca i kogo tam jeszcze możemy sobie wyobrazić, po robocie idzie grać. A potem ląduje na ekranie przed milionami widzów, bo rugby ma oglądalność porównywalną z piłką nożna, choć bardziej na południowej półkuli.

Uczyłem kilka razy rugby chłopaków i mogłem się przekonać o wartości wychowawczej tej gry. Nauczyć ich ustawić się w linię i podawać piłkę do przodu, równocześnie nie tracąc metrów, to była wielka sprawa. Oczywiście, na początku, oni sobie strzelali samobója, bo podawali tę piłkę do tyłu, nie posuwając się do przodu. Śmieszne to było. No, ale załapali w końcu. Owszem, nie polubili ostatecznie, nie będę tu ściemniał. Bo jednak to gra i bardzo fizyczna i jednak bardzo taktyczna, gdzie ważna jest dyscyplina, żeby gra się udała. Nie to, co piłka, gdzie tak naprawdę każdy robi to, co chce, a gra i tak wychodzi. Można też ustawić nieco inaczej zasady gry, tak, by ograniczyć mocny kontakt fizyczny. Np. ja przerywałem akcję, gdy zmagania trwały zbyt długo lub, gdy cała grupa walcząca o piłkę zwalała się na ziemię. Zresztą w rugby profesjonalnym, sędzia bardzo dużo reguluje ręcznie, ostrzega walczących, że jeszcze chwila i im coś zrobi, więc to też pomaga w mitygowaniu tej masy ludzkiej skupionej wokół piłki. A zatem to nie jest tak, że tam wszystko wolno. O wiele mniej niż w piłce nożnej. Jest to sport dla dżentelmenów. W tym sensie myślę, że rugby jest całkiem skautowe.

Finał Pucharu Świata dopiero 31 października, przed nami koniec fazy grupowej, za chwilę ćwierćfinały. Być może tu akurat też jest tak jak w piłce, że najciekawsze mecze są w fazie grupowej, im wyżej, tym więcej kalkulacji, taktyki, brzydkiej gry. To jest paradoksalne w rugby, że najciekawsze mecze można zobaczyć na drugorzędnych turniejach, między drużynami nie z pierwszych miejsc rankingów albo właśnie w fazie grupowej Pucharu Świata. Choć to nie reguła. Wygląda na to, że wygra Australia, ale kibicuję Francji, bo co ci Anglosasi mają tak wszystko wygrywać. Dość tego. 

1 komentarz :

  1. Potwierdzam i wklejam link jako dowód. Sędzia strofuje zawodnika:
    https://www.youtube.com/watch?v=_K0ts859I4w&feature=youtu.be

    Pozdrawiam
    Tropik

    OdpowiedzUsuń