21 października 2015

Twoja dusza była perłą














Aż nie wiem, co napisać. Mowę, przepraszam, pióro (klawiaturę) mi odebrało. Książka jest w druku. W dodatku tak naturalnie wyszło, że premiera będzie 11 listopada. W zakładce Książki i Recenzje już można o niej więcej przeczytać, więc nie będę tu się rozpisywał. Będzie jakiś event w Radomiu z tej okazji, bo Polwen, który książkę wydaje ma tam właśnie siedzibę. Postaramy się też zrobić premierę w kinie Muranów w drugiej połowie listopada, tak jak rok temu premierę filmu Eurojam 2014. Tylko jeszcze nie mogę się dodzwonić do kierownika. Książka będzie dostępna od połowy listopada w naszym sklepie azymut360.pl, na stronie wydawnictwa polwen.pl, potem powoli w innych miejscach. Już teraz książkę z autografem autora można zamówić u mnie korzystając z formularza kontaktowego na pasku z prawej strony. Cena 29,90 zł. Musicie przyznać, że jest super promocyjna. W sam raz na prezent na gwiazdkę. 

Pewnie wypada przy takich okazjach wyrazić, co czuje autor debiutant. Po pierwsze wzruszenie, po drugie niedowierzanie, po trzecie wdzięczność. O wzruszeniu już napisałem w pierwszej linijce. Niedowierzanie polega na tym, że jeszcze 3 lata temu ja w ogóle nie lubiłem czytać literatury pięknej, a co dopiero mówić o pisaniu tejże. Myślałem sobie, że co mi tu będzie autor jakieś wymyślone historie opowiadał. Lepiej czytać coś historycznego. Non-fiction po prostu. Ale z jakiegoś powodu zacząłem czytać właśnie 3 lata temu. Ba! pożerać wręcz tę literaturę piękną. Trafiłem na takie fajne zdanie: "filozofia sprawia wrażenie jakby zajmowała się prawdą, a być może jedynie fantazjuje, literatura sprawia wrażenie jakby zajmowała się fantazjami, a być może mówi prawdę" (A. Tabucchi, "... twierdzi Pereira"). Sympatyczne, musicie przyznać. Przez 8 miesięcy 2012 roku przeczytałem ponad 52 książki. Przez następne lata średnio 30 rocznie. Czytanie pobudza do pisania. W czerwcu 2013 zachwycił mnie Bobkowski, Szkice piórkiem. Zacząłem pisać jeszcze bardziej. I nieśmiało, bardzo nieśmiało marzyć o napisaniu powieści. Ale tak bardzo nieśmiało, że gdyby Paweł Borowiecki nie zadzwonił we wrześniu 2013 i nie powiedział krótko: "Zbychu, napisz powieść", to nic by z tego nie było. Niezauważalnie przeszedłem do wdzięczności. Więc Paweł. Jak już napisałem ok. 100 stron to wysłałem to ks. Markowi Adamczykowi. Czy to ma sens? Powiedział, że jak najbardziej. Uffff..... gdyby nie on, to zacząwszy, chyba bym nie kontynuował. Potem moja żona Marysia, która zwyczajnie chciała wiedzieć, co będzie dalej. Wiadomo, kto nie chce wiedzieć, a szczególnie kobiety, jak ta romantyczna historia się potoczy. To była niesamowita motywacja. Poza tym, ponieważ to jest historia równoległa, chłopaka  i dziewczyny, więc była kwestia autentyczności narracji dotyczącej dziewczyny. W tym sensie, Marysia jest tej powieści współautorką.

Zacząłem w październiku 2013, skończyłem we wrześniu 2014. Wysłałem do Pawła. To w końcu on zamawiał. To jemu musi się spodobać. Odpowiada po miesiącu: "Przeczytałem. Kupuję. O to  mi chodziło!". Uffff.....

Potem wydawca. Długie miesiące szukania. Bez skutku. Zna to każdy autor debiutant. Coś ok. 35 wydawnictw. Zwykle bez odpowiedzi. Tylko kilka się odezwało. Oczywiście negatywnie.

Wtedy właśnie przed zniechęceniem uratował mnie, znany zapewne wszystkim, Ojciec Michał Pac, przeor klasztoru Dominikanów w Poznaniu. Wysłałem mu książkę. Natychmiast zacząłem dostawać sms-y z korektą: na stronie tej popraw to i tamo, na kolejnej to, tu coś niespójnego jest, etc. Po kilku dniach, entuzjastyczna, dwustronicowa recenzja. Możecie ją przeczytać w zakładce Recenzje. Nowy duch. Nowa runda telefonów, kontaktów.

Wreszcie po sześciu miesiącach Polwen, podpowiedziany przez Andrzeja Bolewskiego, zachwycony recenzją Ojca Michała. Uffff.....

No i, last but not least, niestrudzony Marek Kulesza, który namówił Agnieszkę Żurek, Ryszarda Makowskiego i Pawła Zuchniewicza do napisania tych ślicznych recenzji. I jeszcze Janek Szczygieł. Kasia Arabas narysowała piękne rysunki do książki i favikonę strony. Zdjęcie sztandaru na okładce autorstwa Pawła Przypolskiego. Znów Andrzej, który pomógł ze stroną autorską. Ania Betlejewska zaprojektowała baner na stronie.

Oczywiście, powieść musiała zostać skrócona, gdyż napisałem za dużo, aż 730 tys znaków. Obciąłem do 550 tys. Ale widzę teraz, że ewentualne ujawnianie wyciętych wątków da możliwość pewnej zabawy z czytelnikami...

Ot, taka historia. A o tym, skąd się wziął pomysł i różne motywy samej powieści, to już jak przeczytacie. Nie będę Was pozbawiał przyjemności odszyfrowywania wszystkich kluczy. Ci, którzy już czytali mieli przy tym niezły ubaw. Potem może opowiem o tym na spotkaniach autorskich i na blogu. 

5 komentarzy :

  1. O gratulacja))))) To niesamowito fajnie)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Nazar. Teraz trzeba poszukać ukraińskiego wydawcy ;)

      Usuń
  2. Brawo:-) do czego by ręki nie przyłożył zaraz takie perełki wychodzą... Gratulacje;-)

    OdpowiedzUsuń